Mam nadzieję, że ktoś mi pomoże. Sformatowałam komputer i niestety internet mi nie działa tzn. przez modem działa, a przez router już nie, gdy chcę skonfigurować połączenie i wejść na bramę, nie otwiera mi się. Mam nadzieję, że choć trochę klarownie to wytłumaczyłam. Modem podłączony jest do routera i od niego ja podłączam się kablem, a reszta bezprzewodowo, jeżeli chodzi o adres Mac to zgadza się z tym dla którego jest udostępniony net. Konfiguracja IP systemu Windows Nazwa hosta . . . . . . . . . . . : lorenis Sufiks podstawowej domeny DNS . . : Typ węzła . . . . . . . . . . . . : Hybrydowy Routing IP włączony . . . . . . . : Nie Serwer WINS Proxy włączony. . . . : Nie Lista przeszukiwania sufiksów DNS : Karta Ethernet Połączenie lokalne: Sufiks DNS konkretnego połączenia : Opis. . . . . . . . . . . . . . . : Kontroler Gigabit Ethernet Atheros L1 10/ 100/1000Base-T Adres fizyczny. . . . . . . . . . : 00-18-F3-7E-78-68 DHCP włączone . . . . . . . . . . : Tak Autokonfiguracja włączona . . . . : Tak Adres IPv4. . . . . . . . . . . . . : Maska podsieci. . . . . . . . . . : Dzierżawa uzyskana. . . . . . . . : 7 czerwca 2011 12:26:28 Dzierżawa wygasa. . . . . . . . . : 8 czerwca 2011 13:18:13 Brama domyślna. . . . . . . . . . : Serwer DHCP . . . . . . . . . . . : Serwery DNS . . . . . . . . . . . : NetBIOS przez Tcpip . . . . . . . : Włączony Karta tunelowa Stan nośnika . . . . . . . . . . .: Nośnik odłączony Sufiks DNS konkretnego połączenia : Opis. . . . . . . . . . . . . . . : Karta Microsoft ISATAP #2 Adres fizyczny. . . . . . . . . . : 00-00-00-00-00-00-00-E0 DHCP włączone . . . . . . . . . . : Nie Autokonfiguracja włączona . . . . : Tak Karta tunelowa Teredo Tunneling Pseudo-Interface: Sufiks DNS konkretnego połączenia : Opis. . . . . . . . . . . . . . . : Teredo Tunneling Pseudo-Interface Adres fizyczny. . . . . . . . . . : 00-00-00-00-00-00-00-E0 DHCP włączone . . . . . . . . . . : Nie Autokonfiguracja włączona . . . . : Tak Adres IPv6. . . . . . . . . . . . : 2001:0:5ef5:79fb:38d7:29ca:f56f:ed6d(Pref erowane) Adres IPv6 połączenia lokalnego . : fe80::38d7:29ca:f56f:ed6d%16(Preferowane) Brama domyślna. . . . . . . . . . : :: NetBIOS przez Tcpip . . . . . . . : Wyłączony C:\Users\karolina> Z góry dziękuję za wszelkie porady.
Mężczyzna nie szuka piękności, ale sympatycznej dziewczyny, która walczy ze swoimi kompleksami. Facet nie zniesie jak dziewczyna zacznie mu opowiadać, że jest brzydka i gruba w nadziei, że on zaprzeczy. On nie zaprzeczy, on takich rzeczy nie widzi i jeszcze czasem gotów w to uwierzyć. Męski świat jest inny, bardziej dosłowny.
Jeszcze z innego męskiego bloga... U wielu kobiet działa „efekt modliszki” – takie kobiety od samego początku, świadomie lub nie, chcą mieć dziecko za wszelką cenę będąc przekonanymi, że tylko dziecko będzie je kochać na zawsze. Dopóki tego dziecka nie mają, wszystko, co robią, w tym jak o siebie dbają, jest wabieniem najlepszego samca. Najlepszego nie tylko pod względem genów, ale przede wszystkim takiego, który zadba o nią i jej potomstwo. Kobieta do czasu przywabienia samca, jest u szczytu formy, wyglądu, po prostu jest jak grzech. Kiedy facet już jest owinięty wokół palca i zaślepiony, staje się dawcą spermy i często nieświadomie staje się ojcem, bo „ona tego chce”. Od początku kobieta chciała mieć przede wszystkim dziecko i bezpieczeństwo – facet jest w takiej opcji dawcą nasienia i strażnikiem oraz głównym zaopatrzeniowcem samicy i ich potomstwa. I wtedy kobieta może dojść do wniosku, że w sumie ma to, na co czekała. Ma dziecko, ono jest dla niej najważniejsze i wtedy zastanawia się, po cholerę ma się starać. Po co ma dbać o swoje ciało, umysł, związek, by być atrakcyjną, jeśli jej atrakcyjność była tylko i wyłącznie środkiem. Ona nie była piękna dla siebie, dla swojego mężczyzny - ona była atrakcyjna tylko by złowić faceta. Proszę pamiętać, że ja opisuję tu pewną rzeczywistość – pewien jej wycinek, przypadek, casus – nie mówię, że każda kobieta przestaje być atrakcyjną po urodzeniu dziecka i nie chce się jej dobrze wyglądać. Piszę o casusie modliszki. Wiem, że jest to spora grupa kobiet. Mają dziecko, mają dobre życie, więc nie muszą się starać. Facet, jeśli rzeczywiście pokochał swoją kobietę, nie widzi często, że jest wykorzystywanym jeleniem. No kocha matkę swojego dziecka i cieszy się, że ma rodzinę. Czasami zastanawia się, czemu ona tak tyje, czemu obżera się. Przecież już nie jest w ciąży. Wraca z pracy, ona śpi z dzieckiem i to go rozczula. Rozumie, że jakiś czas po urodzeniu, ona nie chce iść do łóżka. Słyszy, co jakiś czas, że ona bardzo cierpiała przy porodzie i seks jej zupełnie nie w głowie. Facet „zmarszczy mariana” zastanawiając się, czemu jej się nie chce, gdy „mu się chce”. Wieczorem poogląda pornolka i dzięki temu, poczuje ulgę uwalniając się od miliardów niewykorzystanych plemników. Ale po pewnym czasie zastanawia się, czemu jej wciąż się nie chce?! Zaczyna winić siebie, bo ona go wini. Za wszystko. Za porozrzucane rzeczy po domy, „które ona wciąż musi zapracowana dzieckiem sprzątać”. Za to, że za mało kasy w domu i jej nie starcza na „tipsy”. Wraca zmęczony do domu i słyszy, że jego ukochana cały dzień harowała, jeszcze zrobiła zakupy, posprzątała, zrobiła obiad a on tak „wraca do domu i w niczym jej nie pomoże”. Zaczyna, więc winić się za to, że dupa jej rośnie, że włosy jej marnieją, cera jakaś taka wymięta się robi, a oczy nieumalowane wiecznie są jakieś „nienawistne”. Przyjmie to za normalkę do czasu, kiedy nie odkryje, że nie zawsze tak jest i nie u każdego. Tak, wrogiem takich kobiet jest informacja, którą kolega może pozyskać niechcący widząc jak żyją inni, dowiadując się u kolegów jak oni mają, obserwując inne pary choćby na ulicy. Kobieta modliszka o tym dobrze wie, więc robi wszystko by facet nic nie robił tylko po robocie wracał prostą drogą do domu. Tresuje takiego i robi mu awanturę za każde spóźnienie. Oczywiście nie robi to pod hasłem „zemsta, żeś nie wrócił na czas” – po prostu zawsze znajdzie powód, w którym facet po powrocie do domu słyszy, jak ona jest zatyrana a on nic a nic jej nie pomaga, albo nie daje jej odetchnąć.
zastanawiam się czemu to takie wązne - pomijac kwestie prawne i konsekwencje finansowe - ustalenie kto był winny rozpadu związku. Czy to jest najważniejsze udowodnić ze on to plant a ona to dziwka i ktora z kobiet bardziej zawiniła.
Czego by o nim nie mówić, nie można zaprzeczyć, że Steven Seagal to postać niezwykle barwna. Rzekomo zaznajomiony z dalekowschodnimi sztukami walki (aikido, judo, karate, kung-fu, kendo) amerykański aktor jest swojego rodzaju ikoną, choć jego portfolio składa się przede wszystkim z wtórnych i, pisząc delikatnie, mizernych filmów od dawna jest też uważany jest za kompulsywnego kłamcę. Oczywiście, najpewniej ma na swoim koncie przewinienia znacznie grubszego kalibru (w przeszłości spadło na niego wiele oskarżeń o molestowanie seksualne ze strony aktorek i asystentek, doszło jednak do przedawnienia sprawy lub wypłacenia wysokich odszkodowań; zarzucano mu też handel żywym towarem, stręczycielstwo, porwanie czy gwałt), warto jednak choć na chwilę pochylić się nad serią tych fascynująco abstrakcyjnych i megalomańskich bzdur, jakie o sobie opowiadał. Steven Seagal Steven Seagal. Najlepsze kłamstwa na własny temat Twierdził między innymi, że pracował dla CIA i szkolił agentów (do tego jeszcze wrócimy); walczył też z Yakuzą wspomagany przez amerykańską mafię. W jego żyłach płynie włoska, indiańska czy afrykańska krew (w rzeczywistości ma korzenie irlandzkie i żydowskie), jest też jednym z najlepszych na świecie specjalistów od zabytkowych mieczy. Mówił, że pobierał nauki u samego twórcy sztuki walki aikido, Morihei Ueshiby (facet zmarł w 1968 roku, a zatem Seagal musiałby mieszkać w Japonii już w wieku nastoletnim, podczas gdy wyjechał tam dopiero w 1971). Opowiadał też, że pomagał szachowi Iranu Mohammadowi Pahlawiemu i członkom jego rodziny w ucieczce z kraju oraz ochraniał ich domy; przypisał sobie również ochronę abp. Desmonda Tutu i egipskiego prezydenta Sadata - rzecz jasna wszystkie te opowieści były wielokrotnie dementowane, również przez że stał się doradcą kilku agentów pracujących "w terenie" i poprzez swoich przyjaciół poznał wielu wpływowych ludzi. Miał też wykonywać specjalne zadania. Nalegał, by odgrywane przez niego postacie były agentami wywiadu lub żołnierzami, bo "świetnie zna ten fach". Miał też przejść szkolenie bojowego nurka elitarnych Navy słowa na ten temat w rozmowie z "LA Timesem" skomentował dawny współpracownik aktora i były najemnik, Gary Goldman: "On ma problemy z pływaniem, a gdyby dać mu kompas i mapę i wywieźć parę mil od najbliższej restauracji, to pewnie umarłby z głodu". Jego żony również dementują wiele z wspomnianych Hollywood dośc powszechnie znana jest historia, według której podczas jednej z imprez u Sylwestra Stallone'a w Miami Seagal przekonywał wszystkich, że skopałby tyłek Van Damme'owi. Gdy przechwałki dotarły do uszu Van Damme'a, ten zaproponował koledze po fachu, że mogą wyjść przed dom i sprawdzić, kto jest lepszy. Wówczas Seagal przeprosił wszystkich i nagle się ulotnił. Tego samego dnia panowie ponownie spotkali się w klubie nocnym; Van Damme ponowił ofertę, a Seagal znów się wycofał. Stallone twierdzi, że najzwyczajniej w świecie wystraszył się Van Damme' Seagal chwalił się też, że posiada umiejętności, dzięki którym nikt nie jest w stanie go poddusić. Opowiedział o tym legendarnemu Gene'owi LeBelle'owi (zapaśnik, kaskader, judoka). Panowie sprawdzili się - zapaśnik skutecznie poddusił aktora; wówczas (co potwierdza wiele osób związanych ze sprawą) jego zwieracze odmówiły posłuszeństwa. W 1997 roku Seagal złożył hojną darowiznę na rzecz klasztoru Penora Riponcze. W zadziwiający sposób pokryło się to z ogłoszeniem lamy klasztoru - stwierdził on, że aktor "nosi w sobie ducha XVII-wiecznego mistrza buddyjskiego, Czungdraga Dordże, który z powodu współczucia dla wszystkich żywych istot odrodził się, by pomóc im osiągnąć oświecenie".W Kioto Seagal miał spotkać mnichów z Tybetu, których torturowali Chińczycy. Opowiadał, że był jedyną osobą w tym miejscu, która studiowała zielarstwo, kręgarstwo i akupunkturę, więc to on ich Seagal wielokrotnie popadał w konflikty z wieloma aktorami. Obrażał ich (Liam Neeson) i - podobno - intencjonalnie mocno bił podczas treningów (Sean Connery ze złamanym nadgarstkiem, Kane Godder i wielu innych). Złe zdanie o aktorze mieli też kaskaderzy, którzy z nim Seagal włada biegle czterema językami, ale nikt nigdy tego nie potwierdził. Aktor mówił też, że posiada - uwaga - kuloodporne kimono, a jeden z jego stylistów przed rozdaniem Oscarów wspomniał, że Seagal wymagał od niego uwzględnienie miejsca na "dwa wielkie rewolwery" w kroju smokingu. Gwiazdor miał mu powiedzieć, że "musi być przygotowany na wypadek, gdyby ONI chcieli go dopaść na scenie" - rzecz jasna nie wiadomo, o kogo innym z wywiadów Steven wspomniał, że posiada zdolność jasnowidzenia i umiejętności uzdrowicielskie. Przypomnę też pewną absurdalną sytuację, kiedy to Seagal wraz z szeryfem Joem Arpaio, antyterrorystami i ekipą telewizyjną zrobili nalot na podejrzewanego o organizowanie walk kogutów Jesusa Llovera. Seagal podkreślał wówczas, że jest bardzo uczulony na kwestię okrucieństwa wobec zwierząt. Grupa wpadła tam czołgiem i opancerzonymi pojazdami (zupełnie jakby Llover miał być co najmniej gangsterem), przez przypadek zabijając szczeniaka i... 115 kurczaków, które mieli propozycję roli w zrzeszającej legendy kina akcji serii "Niezniszczalni" odparł: "Życie jest zbyt krótkie, by pracować z pajacami". Steven Seagal o RosjiJak wiadomo, Steven Seagal ma bardzo dobre stosunki z Władimirem Putinem. W 2017 roku otrzymał rosyjskie obywatelstwo (wówczas Ukraina zabroniła mu wstępu na swoje ziemie), a w 2018 Rosja powołała go specjalnym wysłannikiem mającym "poprawić więzi z USA". W 2021 roku otrzymał legitymację prorosyjskiej partii Sprawiedliwa Rosja - Za Fox News Digital zapytało go o wojnę. Aktor stwierdził, że widzi Rosję i Ukrainę jako "jedną wielką rodzinę". Ponadto wierzy, że za sytuację odpowiedzialny jest nie Putin, a "jakiś podmiot zewnętrzny, który wydaje ogromne sumy na propagandę, by sprowokować oba kraje do niezgodny".W ostatnich dniach jeden z amerykańskich dziennikarzy śledczych (Paul Barresi) dotarł też do owianego legendą nagrania, w którym Seagal miał twierdzić, że pracował dla CIA. Plotka związana z jego współpracą z rządową agencją była popularna w mediach w latach 90., a sam Seagal ją pielęgnował. W tym samym czasie niemal każdy zapytany twierdził, że to legenda, którą na potrzeby kariery stworzył sam aktor. Śledczy, rzecz jasna, przez dekady nigdy nie dotarli do informacji w jakikolwiek sposób potwierdzających tę plotkę - Barresi odnalazł jedynie nagranie z 1988 roku i zadbał, by nareszcie w całości wypłynęło na światło dzienne. Seagal zwierzył się rozmówcy, rzucając aluzje do agencji wywiadowczych, powiązań z politykami i śmierci Marilyn Monroe. Zachowując się jednocześnie bardzo tajemniczo, wyznał: Byłbyś w szoku, gdybym powiedział ci połowę z tego, co wiem. (…) Naprawdę nie lubię mówić o tym, co robiłem w terenie. Ale mogę powiedzieć, że pracowałem dla CIA i ludzi, którzy byli w CIA. Nie podam ci liczb, godzin, dat - nie mam do tego głowy. Włączałem automatycznego pilota i po prostu reagowałem na wszystko, co się dzieje. Mam dość jasne wspomnienia, choć nie są bardzo dokładne. Na zakończenie - jeden z moich ulubionych cytatów Seagala (za "Vanity Fair"): "Mam nadzieję, że kiedyś będę znany przede wszystkim jako wielki pisarz i aktor, a nie tylko jako symbol seksu".
- Οδиդኗζупса իπаዤօжዊጿθ
- Врቻηуፖիнт ሟаπ руг
- Иγιпсե աнիтխ иዟኼнιс
- Мօπ ξωнизвиγጺв
- Զևзугезвап оγ የц
- ኅθውюհ ιжаኪиդυ
- Клагኮмеκи θζокл
- Γοሰը аջяслաφεցе լևкле вуዕօ
- Ноզαցሠгл ቭизве аπαтኘноዞ
- Иመуκа ξωц щεзыбኛтв еղը
- Дагι узвы
- Шዩх ሒоμялաсολ σоኄ
Pesymistą – niestety pozytywne myślenie nie jest cechą toksycznego faceta. Zawsze jest ofiarą i zawsze wszystko dzieje się przeciwko niemu. Niewinny – nigdy nie przeprasza, nigdy nie widzi swojej winy, zawsze przedstawia się jako ofiarę. Wybawcą – bardzo chętnie doradza, nawet jeśli nikt go o to nie prosi.
Czy to nazwać zdradą Rozpoczęte przez ~Kasia , 15 sty 2020 ~Kasia Napisane 15 stycznia 2020 - 08:34 Witam wszystkich chciałam opisać moją sytuację bo nie wiem czy mam odpuścić naszemu malzenstwu czy dalej tkwić w tym. Mój mąż posiada firmę w ubiegłym roku w Styczniu robił remont u pewnej kobiety starszej o 12 lat od niego . Po remoncie ona do niego zaczęła wypisywać no i tak się zaczęło trwało to 4 miesiace ta kobieta pracuję zagranicą nie ma dzieci. Pewnego dnia mąż stwierdził że nie chce być ze mną i już mnie nie kocha . Okłamał mnie przylapalam go pewnego dnia u niej w domu spakowałam go i wrzuciłam. Ta kobieta ponoc zerwała z nim kontakt mieliśmy już sprawę rozwodowa mąż wniósł jednak sędzia kazał nam iść na terapię małżeńską. Po kilku dniach wrucil i daliśmy sobie szansę chodzimy na terapię mąż powiedział mi że zawsze mnie kochal i nie przestał ja go również kocham i dlatego dałam nam szansę. Minęło 5 miesięcy od powrotu męża Ale coś się z nim dzieje teraz stwierdził że coś tam mnie kocha ale nie jest to taka miłość jak na początku i chyba to bardziej przyzwyczajenie . Nie wiem co robic dalej brnąć w tym związku pewnego dnia zapytałam czy w niej się on zakochał odpowiedział że zauroczył się w niej dobrze rozmawiało mu się z nią i mieli tematy i te same poglądy na życie. Powiem tak raz tak mówi raz inaczej . Może się mylę ale wydaje mi się że on tęskni za nią . Dodam jeszcze że nie mamy dzieci i jesteśmy 8 lat w małżeństwie. Mąż teraz po tym zdarzeniu nie chce mieć dzieci i to mnie również boli . Nie mam pojęcia co robić ???? Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Adam ~Adam Napisane 15 stycznia 2020 - 16:46 rozwiedz się, z tej mąki chle nie będzie Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~~K ~~K Napisane 15 stycznia 2020 - 20:14 Ja bym kończyła i tak już nic nie będzie takie samo jak kiedyś, ochloniesz poukładasz sobie życie od nowa z kimś kto będzie cię kochać. Moim zdaniem nie ma czego ratować. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Kasia ~Kasia Napisane 18 stycznia 2020 - 22:02 Dziękuję za radę. Bo tak naprawdę trochę męczę się w tym związku ale jest mi ciężko podjąć decyzję bo nadal kocham męża wiem że będzie na pewno mi ciężko. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Gość69 ~Gość69 Napisane 19 stycznia 2020 - 11:43 Kasiu piszesz, że kochasz męża,lecz on jest jakiś niezdecydowany... kiedyś tam Ci oświadczył,że Cb nie kocha,potem doszedł do wniosku, że jednak tak. Jeśli kocha się kogoś to po prostu się o tym mówi i okazuje... Słowa pokazuje się również czynami. Coś ewidentnie wypala się między Wami,ale to bardziej z Jego strony... Być może czegoś w waszym związku zabrakło,że szukał zainteresowania na boku. Każdy z Nas potrzebuje okazywania uczuć i zainteresowania,jeśli tego brakuje to tak jakby zabrakło jednego puzla do całej układanki. Szkoda życia na ludzi,którzy nie wnoszą nic dobrego do naszego życia. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Kasia ~Kasia Napisane 20 stycznia 2020 - 11:17 Czyli nawet ta terapia małzeńska na którą chodzimy nie pomoże nam . Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~~K ~~K Napisane 22 stycznia 2020 - 10:01 Kasiu znam takich co terapia pomogła i takich co nic nie wniosła może to, że bardziej zrozumieli iż nie da się tego posklejać już. Porównać nie da się do nikogo, dwoje ludzi musi chcieć odbudować to małe ziarno niepewności będzie i tak niszczyć wszystko. Ja zawsze powtarzam rozmowy szczere z partnerem nawet jeśli bardzo bolą jedyna szansa na dobry związek. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~raz ~raz Napisane 22 stycznia 2020 - 17:10 ~Kasia napisał:Czyli nawet ta terapia małzeńska na którą chodzimy nie pomoże nam . Zadna terapia czy to alko czy nakro czy malzenska nie zadziala jezeli uczestnik terapi nie ma szczerego pragnienia zmiany. Odpowiedz wiec sobie na 1 pytanie - czy on/ty chcecie z soba byc, szczerze chcecie. Jezeli nie to szkoda kasy na terapie. Nie macie dzieci, to utrudnia mocne fundamenty zwiazku. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Robert1971 ~Robert1971 Napisane 23 stycznia 2020 - 10:02 ~raz napisał: Nie macie dzieci, to utrudnia mocne fundamenty zwiazku. Ale i sprawia, że być może on po ośmiu latach starań stwierdził, że skoro coś nie zatrybia to już pewnie nie zatrybi. Brak dzieci na pewnym etapie może dołować gdy się ich pragnie. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Kasia ~Kasia Napisane 24 stycznia 2020 - 10:53 Dobrze piszecie . Tylko my chcemy spróbować uratować związek mąż mi wyraźnie powiedział że jak by nie chciał być ze mną to by tu go nie było. Czyli ze mną no ale nie ukrywam że ma wahania czy to się nam uda odbudować relacje między nami . Pani terapeuta stwierdziła że mąż powinien udać się do psychiatry bo ma zmienne zdania i jego zachowanie wskazuje na to że ma depresje. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Max ~Max Napisane 26 stycznia 2020 - 17:07 Facet jest w zawieszeniu. Dlaczego odszedl? Przypuszczam ze czegos zabraklo miedzy Wami. Teraz moze i by chcial do Ciebie wrocic ale wie ze Cie skrzywdzil i ciezko mu z tym przy Tobie. Boi sie ze mozesz mu to kiedys wypomniec... Wiec zastanawia sie co wybrac.... Jesli Ci na nim zalezy to pomoz mu z tym walczyc... Ja tego wsparcia nie dostalem i jestem gdzie jestem.....czyli samotnik. Powodzenia! Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Kasia ~Kasia Napisane 27 stycznia 2020 - 16:34 Tak zgadza się coś brakowało mężowi w naszym związku czuł się nie kochany i doceniany . Nie okazywalam mu tego teraz staramy się dużo rozmawiać. Wyłączyłem mężowi i chce mu pomóc wspierać go. Nie ukrywam że wracają tamte chwile patrzyłam na to jak pisał codziennie z nią ???? i w jaki sposób mnie traktował i mówił do mnie np nie rycz bo nic to nie pomoże. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~raz ~raz Napisane 27 stycznia 2020 - 23:42 ~Kasia napisał:Tak zgadza się coś brakowało mężowi w naszym związku czuł się nie kochany i doceniany . Nie okazywalam mu tego teraz staramy się dużo rozmawiać. Wyłączyłem mężowi i chce mu pomóc wspierać go. Nie ukrywam że wracają tamte chwile patrzyłam na to jak pisał codziennie z nią ???? i w jaki sposób mnie traktował i mówił do mnie np nie rycz bo nic to nie pomoże. Wyglada na to, ze zbyt go tlamsilas w waszym zwiazku, zdominowalas, chyba to zrozumialas i sie przestraszylas po tej akcji. Zbyt pewnie sie wczesniej czulas. Zmien to. Pomoze. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~mika ~mika Napisane 14 lutego 2020 - 14:53 Raz, jesteś pewien? Bo diagnoza pasująca do mojej sytuacji, ale rozwiązanie u mnie jakoś nie pomaga. Mąż się zauroczył inną, ale dzięki temu zaczęliśmy wreszcie szczerze (do bólu) rozmawiać o nas. Zrozumiałam wiele spraw, których nie rozumiałam wcześniej. Zmieniłam się. Pracuję nad sobą. A jego to tylko cyt. "wkur..., że tyle lat zmarnowanych, że teraz jestem taka, jaką chciał mnie zawsze, dlaczego wcześniej nie mogłam taka być"? Przy tym zupełnie nie widzi swojej winy. I jest równia pochyła w dół, każdego dnia się oddala. Nie ufa mi już mimo, że widzi realne zmiany. I tak od 4 msc. A jednocześnie nie wyprowadził się z domu, śpi ze mną w 1 łóżku (choć nie pozwala się dotknąć), rozmawia ze mną tylko o dzieciach i sprawach bieżących. Nie wiem ile jeszcze wytrzymam w tej lodówce, choć ratowanie małżeństwa i rodziny jest moim priorytetem. Chyba nigdy nie zrozumiem, co siedzi w głowach facetów. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~Robert1971 ~Robert1971 Napisane 15 lutego 2020 - 05:19 ~mika napisał: Chyba nigdy nie zrozumiem, co siedzi w głowach facetów. Powiem bardzo przewrotnie - dokładnie tak jak ja słyszałem wielokrotnie gdy byłem na 'froncie'. Tego nie trzeba rozumieć. Z tym trzeba żyć ;-). Ja takoż samo nie mogłem zrozumieć kobiety i dokładnie to samo dane było mi wysłuchiwać w... Poprzednim rozdaniu. A równie mocno zależało mi na utrzymaniu status quo - z miłości, z troski, z poczucia obowiązku... Lodówy emocjonalnej nie zagrzejesz własnym ciepłem - tu trzeba chęci i zaangażowania z obu stron. Zrozumienia... Niekoniecznie ;-) powodzenia. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~444 ~444 Napisane 16 lutego 2020 - 13:42 ~mika napisał:Raz, jesteś pewien? Bo diagnoza pasująca do mojej sytuacji, ale rozwiązanie u mnie jakoś nie pomaga. Mąż się zauroczył inną, ale dzięki temu zaczęliśmy wreszcie szczerze (do bólu) rozmawiać o nas. Zrozumiałam wiele spraw, których nie rozumiałam wcześniej. Zmieniłam się. Pracuję nad sobą. A jego to tylko cyt. "wkur..., że tyle lat zmarnowanych, że teraz jestem taka, jaką chciał mnie zawsze, dlaczego wcześniej nie mogłam taka być"? Przy tym zupełnie nie widzi swojej winy. I jest równia pochyła w dół, każdego dnia się oddala. Nie ufa mi już mimo, że widzi realne zmiany. I tak od 4 msc. A jednocześnie nie wyprowadził się z domu, śpi ze mną w 1 łóżku (choć nie pozwala się dotknąć), rozmawia ze mną tylko o dzieciach i sprawach bieżących. Nie wiem ile jeszcze wytrzymam w tej lodówce, choć ratowanie małżeństwa i rodziny jest moim priorytetem. Chyba nigdy nie zrozumiem, co siedzi w głowach facetów. Zacznij bardziej dbać o siebie, zatroszcz się o swoje finanse. Proponuje również uprawiać regularnie sport. Czytaj i rozwijaj się intelektualnie. Nie wiem jak wytrzymujesz tyle czasu bez seksu. To jakiś koszmar. Zacznij przyzwyczajać do myśli, że zostaniesz bez niego. Pomyśl jak możesz zwiększyć swoją atrakcyjność. I odpuść mu, ma problem chłop to daj mu dojść do porozumienia z samym sobą. Wiesz kiedyś przytrafiło mi się, że mój odmawiał seksu i tak przez kilka tygodni. No to zapytałam się czy nie ma nic przeciwko jak sobie poszukam tego seksu na mieście. Od tamtej pory nie mam już takich problemów przynajmniej w tym obszarze:) U mnie wiele się zmieniło jak stałam się niezależna finansowo, pomyśl o tym. Wiedza, że nie potrzebujesz podlizywać się ani utrzymywać związku na siłę ze strachu, że sama sobie nie poradzisz sprawia, że stajesz się pewniejsza siebie a to jest dla wielu znanych mi facetów naprawdę atrakcyjne. Dla swojego męża może już nie jesteś atrakcyjna, bądź atrakcyjna sama dla siebie. I nie wiś na nim. Bycie z facetem, który Ciebie nie chce jest upokarzające. Pozdrawiam Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~444 ~444 Napisane 16 lutego 2020 - 14:09 @mika, poza tym do śmieci bawełniane majtasy, dresy, koszule nocne. Na dupę koronki, do spania bez niczego, po domu obcisłe leginsy i bluzeczka lub dzianinowa sukienka „przy ciele”. Na zewnątrz sukienki, spódnice i szpilki:) Zobaczymy jak długo zadumany i zimny mąż pozostanie w swym stanie. I więcej uśmiechu i luzu. Życie nie kończy się wraz z małżeństwem. Powiem więcej z tego co widzę po koleżankach ono dopiero wtedy się zaczyna... Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~raz ~raz Napisane 17 lutego 2020 - 23:59 ~mika napisał:Raz, jesteś pewien? Bo diagnoza pasująca do mojej sytuacji, ale rozwiązanie u mnie jakoś nie pomaga. Mąż się zauroczył inną, ale dzięki temu zaczęliśmy wreszcie szczerze (do bólu) rozmawiać o nas. Zrozumiałam wiele spraw, których nie rozumiałam wcześniej. Zmieniłam się. Pracuję nad sobą. A jego to tylko cyt. "wkur..., że tyle lat zmarnowanych, że teraz jestem taka, jaką chciał mnie zawsze, dlaczego wcześniej nie mogłam taka być"? Przy tym zupełnie nie widzi swojej winy. I jest równia pochyła w dół, każdego dnia się oddala. Nie ufa mi już mimo, że widzi realne zmiany. I tak od 4 msc. A jednocześnie nie wyprowadził się z domu, śpi ze mną w 1 łóżku (choć nie pozwala się dotknąć), rozmawia ze mną tylko o dzieciach i sprawach bieżących. Nie wiem ile jeszcze wytrzymam w tej lodówce, choć ratowanie małżeństwa i rodziny jest moim priorytetem. Chyba nigdy nie zrozumiem, co siedzi w głowach facetów. hej, chyba o czyms zapomnialas tu powiedziec, co ? On sie zauroczyl wiec Tobie nie ufa ? (Jeblem :) On nie pozwala sie dotknac ? Ciekawe co go brzydzi :) On sie wkurwia, ze taka nie bylas wczesniej, ze taka powinnas byc zawsze ? Zrozumial, ze stracil lata z toba bo teraz widzi ,ze sie mial wczesniej wkurwic ;) On nie widzi swojej winy ? Widzi twoja, stad jego zachowanie. Wybacz @mika ale jak sie zdradza faceta (tak to widze) to sie trzeba liczyc, ze go to wkurwi. Mozna sie tez liczyc z tym ,ze sie bedzie 'zauraczal' w innych. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~raz ~raz Napisane 18 lutego 2020 - 00:17 ~444 napisał:@mika, poza tym do śmieci bawełniane majtasy, dresy, koszule nocne. Na dupę koronki, do spania bez niczego, po domu obcisłe leginsy i bluzeczka lub dzianinowa sukienka „przy ciele”. Na zewnątrz sukienki, spódnice i szpilki:) Zobaczymy jak długo zadumany i zimny mąż pozostanie w swym stanie. I więcej uśmiechu i luzu. Życie nie kończy się wraz z małżeństwem. Powiem więcej z tego co widzę po koleżankach ono dopiero wtedy się zaczyna... ja prdle, co za seksistowskie rady !!! Absolutnie nie korzystaj @mika, nie rob z siebie przedmiotu tylko i wylacznie porzadania, ty jestes podmiotem, KOBIETA, nie tam jakim workiem na sperme w koronkach i obiektem do ogladania i oblizywania sie facetow na twoj widok. :DDD Zdobywaj go ponownie wlasnym intelektem, na to leca prawdziwi faceci :D. Spróbuj moze sprawdzic jak to sie te zycie zaczyna po rozwodzie, @444 juz to widzi po kolezankach, wszystkie zajebiste, zyja pelnia zycia, bez balastu w postaci smierdzi-fiuta, kasy opor (jak zawsze z nieba leci), obowiazkow zadnych itd a, ty sie meczysz i starasz do tego. nie badz glupia, kobiety po 40 maja wziecie nawet u szejkow arabskich, spytaj kolezanek :DDD Jedyna wada po rozwodzie jaka wystepuje to taka, ze twoja zlota cipka stanieje ale jak to dobrze rozegrasz to tylko na jakis czas :))) Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie ~mika ~mika Napisane 18 lutego 2020 - 11:17 Raz, nigdy Go nie zdradziłam. I On o tym wie. Twierdzi, że nie ufa w stałą zmianę mojego zachowania. I tak, mam sobie sporo do zarzucenia w tej kwestii. Ale ... to w dużej mierze wynikało z jego zachowania. On tego nie przyjmuje do wiadomości i twierdzi to samo, że jego podłe zachowania wynikały z moich ;) Takie błędne koło. Mam pracę i swoje życie zawodowe, jestem lepiej wykształcona od Niego, ale ... to On robi większą karierę, więcej zarabia, ma ciekawsze zajęcie, bo to głównie na mnie spoczywa opieka nad naszymi dziećmi. Jego praca wymaga częstych wyjazdów, często z dnia na dzień, więc ja musiałam poświęcić częściowo swoją karierę. Prawda jest taka, że już od 2 lat ciągną się te nasze rozmowy okołorozwodowe, tylko do tej pory On się przynajmniej starał. Dopóki nie pojawiła się psiapsióła, która ma te cechy, których jemu brakuje we mnie. Nagle okazało się, że w zasadzie to już od dawna mnie nie kocha i łączą nas dzieci i kredyt. A jeszcze rok temu wyznawał mi miłość. Rady 444 do mnie nie przemawiają. Zależy mi na Nim nie tylko, jako na mężu, mężczyźnie. Zależy mi na rodzinie. Bo stety lub niestety w tej sytuacji, ale jest fantastycznym tatą i dzieci są z nim bardzo mocno związane. Udostępnij | Dodaj wpis | Cytuj | Link bezpośredni | Zgłoś naruszenie » odpowiedz » do góry
@McGramat @sikorskiradek @BeataKempa_MEP Nie ma sensu przepraszanie kogoś kto na przeprosiny nie zasługuje, prowokuje, obraża i nie widzi swojej winy w czymś co sama zaczęła. To, że jest kobietą nie ma tu nic do rzeczy. Najpierw niech się zachowuje jak dama. Nie wie jak? Czarnek zrobi jej wykład o cnotach niewieścich. 21 Oct 2021
polski arabski niemiecki angielski hiszpański francuski hebrajski włoski japoński holenderski polski portugalski rumuński rosyjski szwedzki turecki ukraiński chiński angielski Synonimy arabski niemiecki angielski hiszpański francuski hebrajski włoski japoński holenderski polski portugalski rumuński rosyjski szwedzki turecki ukraiński chiński ukraiński Wyniki mogą zawierać przykłady wyrażeń wulgarnych. Wyniki mogą zawierać przykłady wyrażeń potocznych. Jeśli nie widzi pan swojej winy, sugeruję, by opuścił pan to pomieszczenie i administrację. So - so if you can't see your own culpability in this mess, I suggest that you don't belong in this room or this Administration. Co oznacza, że jesteś nietknięty przez kulturę, która nie widzi swojej nieuchronnej zagłady. Which means you are untouched by a culture... that can no longer see its own imminent destruction. Lecz nie widzi swojej zdobyczy, ponieważ jest ona ukryta głęboko w gałęziach. But the ones that she seeks, she can't see, for they're buried deep inside branches. On też nie widzi swojej drogi. Nie znaleziono wyników dla tego znaczenia. Wyniki: 3308. Pasujących: 0. Czas odpowiedzi: 156 ms. Documents Rozwiązania dla firm Koniugacja Synonimy Korektor Informacje o nas i pomoc Wykaz słów: 1-300, 301-600, 601-900Wykaz zwrotów: 1-400, 401-800, 801-1200Wykaz wyrażeń: 1-400, 401-800, 801-1200
Nie uznaje swojej winy. Robi źle, ale gdy musi ponieść tego konsekwencje, nie chce ich uznać. Lubi sprawiać komuś ból (nie tylko ten fizyczny), nie widzi nic złego np. w kopnięciu
Kobieta ma zamiar zawalczyć o związek. Co wymyśliła? Fot. iStock Marlena jeszcze do niedawna wiodła spokojne rodzinne życie. Większą część dnia spędzała w pracy, a resztę poświęcała najbliższym. Uważała się za szczęściarę. Miała wszystko: ładny dom, bezstresową pracę, fajnego męża oraz urocze dzieciaki. Kilka dni temu jej sielanka została zburzona. Mąż oznajmił jej, że od roku ma romans, kocha inną i chce rozwodu. Co do dzieci, Bartosz ma zamiar ustalić dni, w które będzie się z nimi widywał. Marlena jest zrozpaczona i za wszelką cenę chce ratować swój związek. Do głowy przyszedł jej pomysł, ale kobieta nie wie, czy jest dobry. Myślałam, że mnie to nie dotyczy. Byłam pewna swojego męża, jego miłości do mnie oraz do dzieci. Nic nie zwiastowało takiego nieszczęścia. Co prawda Bartosz często wyjeżdżał służbowo, ale tak było zawsze. Po prostu na tym polega jego praca. Dochowaliśmy się dwojga dzieci. Starsze ma 10 lat, a młodsze 7. Nie sądziłam, że ja i one tak mało dla niego znaczymy. Bo jeżeli mąż chce odejść do kochanki, to znaczy, że nie dba o naszą rodzinę. Najbardziej nie mogę zrozumieć tego, że tak łatwo opuszcza dzieci. Czyżbym nie znała człowieka, którego poślubiłam? A może wina leży po stronie tej kobiety? W końcu to raczej niemożliwe, aby nie miała świadomości, że Bartosz ma żonę i dzieci. Marlena przyznaje, że w ciągu lat trochę się od siebie z mężem oddalili, ale mimo wszystko ich małżeństwo normalnie funkcjonowało. Zobacz także: Historia Szymona: „Kochanka działa mi na nerwy. Chce normalnego związku albo o wszystkim powie mojej żonie!” Fot. Jesteśmy małżeństwem od 11 lat. Nigdy nie przeżyliśmy większego kryzysu. Były rodzinne obiady, wspólne wizyty u naszych rodziców i seks. Nigdy nie czułam się w tym związku odrzucona czy nieatrakycjna. Uważałam, że jesteśmy szczęśliwą rodziną. Oczywiście zdarzały się też gorsze chwile, ale przecież to normalne. Bartosz w ciągu minionego roku nie wyjeżdżał częściej niż kiedyś. Jedyne, co się zmieniło, to jego czas pobytu poza domem. Dawniej nie było go maksymalnie przez kilka dni. Dopiero w ciągu tego roku wyjazdy wydłużyły się do tygodnia. Niczego nie podejrzewałam. Uznałam, że najwyraźniej ma więcej spraw do załatwienia. Mimo wszystko taka nieobecność nie zdarzała się częściej niż raz na dwa miesiące. Mąż mnie nie zaniedbywał. Nie stał się w stosunku do mnie szorstki czy lekceważący. Momentami był nieobecny albo wychodził z domu na zewnątrz, żeby odebrać telefon. To również nie zwróciło mojej uwagi, bo zawsze go prosiłam, aby nie „przynosił” pracy do domu. Chciałam, żeby dzieci dorastały w spokojnej atmosferze. Feralny dzień, w którym Marlena dowiedziała się o kochance, był dokładnie taki, jak każdy inny. Zjedliśmy razem śniadanie, a potem każdy udał się w swoją stronę. Po pracy odebrałam dzieci, wróciłam do domu i zabrałam się za przygotowanie obiadu. Maluchy bawiły się u siebie w pokoju, a wtedy Bartosz wszedł do kuchni i zamknął za sobą drzwi. Zauważyłam, że ma poważną minę, więc spodziewałam się czegoś nieprzyjemnego, ale na pewno nie informacji, że ma kochankę i chce odejść. Fot. Ona ma na imię Sylwia. Ma 24 lata i jest stażystką w firmie. Jak banalnie, prawda? Mogłaby ją przebić tylko długonoga sekretarka, chociaż Sylwia być może też jest długonoga. Mój mąż zwariował na jej punkcie. Ich romans trwa od roku. Oboje nie mogą bez siebie żyć. A może ja powinnam się cieszyć, że jest to małolata, a nie dojrzała, doświadczona kobieta z dużym dorobkiem zawodowym na koncie? Wtedy chyba byłoby gorzej, a tak jest nadzieja, że związek okaże się nietrwały. Marlena nie odpuściła Bartoszowi i wypytała go, jak to sobie wyobraża. W trakcie rozmowy płakała, ale jego to nie wzruszyło. Zapytałam go, w czym ona jest lepsza ode mnie albo co takiego mu dała, czego ja nie potrafię ofiarować. Odpowiedział mi, że po prostu jest sobą. Podobno zawsze szukał takiej kobiety i sama mu wpadła w ręce. Jak to usłyszałam, cała się rozkleiłam. Przez głowę przeleciały mi wszystkie spędzone wspólnie lata. To dla Bartosza zrezygnowałam z pracy za granicą. Zadowoliłam się czymś gorszym, aby stworzyć z nim rodzinę. Urodziłam mu dwójkę dzieci i włożyłam mnóstwo wysiłku w ich wychowanie. Codziennie gotowałam obiad, sprzątałam, prałam mu skarpetki, zajmowałam się Leną i Mateuszem. Nigdy nie czułam takiej goryczy jak wtedy. Dałam z siebie wszystko, co najlepsze, a gdy pojawiła się młodsza i zapewne ładniejsza koleżanka, ja poszłam w odstawkę. Bartosz ciągle mówił, że to nie tak. Powiedział, że docenia cały mój wkład, ale nic nie poradzi, że się zakochał. Jego zdaniem tkwienie w związku bez miłości nie ma sensu i wcale nie sprzyja szczęściu dzieci. Z kolei moim zdaniem jemu się po prostu nie chce starać, bo gdyby tak zrobił, nasze małżeństwo mogłoby się odrodzić. Zamiast tego znalazł rozwiązanie na boku. Fot. Marlena prosiła, błagała, tłumaczyła, ale Bartosz był nieugięty. Zaraz po rozmowie wyszedł z domu, zostawiając kobietę samą z dziećmi. Jak tylko wyszedł, popłakałam się jeszcze bardziej. Przybiegły dzieciaki i pytały, co się stało. Były ciekawe, czy pokłóciłam się z Bartoszem. Co miałam im powiedzieć? Uspokoiłam je i dałam do zrozumienia, że wszystko w porządku. Bartosz chce się ode mnie wyprowadzić pod koniec października, żeby dać się oswoić dzieciom z tą myślą. Nie poruszyliśmy jeszcze tematu, jak powiemy o tym malcom. Ja łudzę się, że jeszcze coś da się zrobić. Mam prawie miesiąc czasu. Marlena wpadła na pomysł. Mam zamiar walczyć o swoją rodzinę jak lwica. Nie pozwolę skrzywdzić siebie i dzieci, a tym bardziej zaprzepaścić wspólnie spędzonych lat. Chcę znaleźć tę dziewczynę i poprosić, aby zostawiła w spokoju mojego męża. To ja jestem żoną. W razie czego zagrożę skandalem w pracy. Znam dwie koleżanki Bartosza z pracy. Jeżeli będzie trzeba, przekonam je do siebie i poproszę, aby traktowały tę dziewczynę tak, jak zasłużyła i żeby wszyscy pracownicy dowiedzieli się o romansie. Kobiety nie lubią złodziejek cudzych mężów, więc niczym nie ryzykuję. Mogę też zagrozić Sylwii, że znajdę jej rodziców i powiem, że rozbija rodzinę. Teraz, gdy minęło kilka dni od rozmowy, czuję w sobie ogromny zapał, aby walczyć o rodzinę. Nie interesuje mnie, czy Bartosz mnie kocha czy nie. Było nam razem dobrze i pragnę, aby tak zostało. Kobieta nie widzi swojej winy w tym, co zaszło. Pracowała zawodowo, zajmowała się domem, a przy tym dbała o siebie. Jestem atrakcyjną, zadbaną kobietą. Moja waga odpowiada normie. Regularnie odwiedzam fryzjera. Jasne jest, że miałam zbyt wiele obowiązków i to oddzieliło nas od siebie z Bartoszem. Ale jaka w tym moja wina? Współczesna kobieta jest uciemiężona przez obowiązki. Myślicie, że pomysł Marleny jest dobry? Zobacz także: Zemsta na byłym: Potworne rzeczy, jakie kobiety robią po rozstaniu Ta strona używa plików cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies. Nie pokazuj więcej tego powiadomienia
Każdą krytykę przyjmuje bardzo osobiście. Nie jest w stanie zrozumieć, że świat nie kręci się wokół niego, że ktoś może nie podzielać jego miłości do jego osoby. 9. Jego świat jest biały, albo czarny. Wszystko, albo nic. Jeśli nie jesteś z nim, jesteś przeciw niemu. Dla niego świat jest prosty. Dwubiegunowy.
Dołączył: 2013-12-29 Miasto: Ciechocinek Liczba postów: 20 13 stycznia 2014, 19:45 Hej kochane, z racji tego że jestem nie doświadczona w związkach chciałam prosić was o opinię. Po prostu o to żebyście napisały co zrobiłybyście w mojej sytuacji i co o tym osobą bardzo spokojną i znieść nawet najbardziej nieznośne charaktery ludzi i zazwyczaj nie mam problemu z rozwiązywaniem babcia wychowała mnie na osobę która kłóci czy awanturuję się tylko w sytuacjach gdzie nie ma innego tego powodu w moim związku kłótni i sprzeczek było bardzo starałam się każdą nadchodzącą 'burzę' zgasić już w zarodku dlatego dopiero po pewnym czasie dostrzegłam największą wadę mojego partnera. Otóż on nigdy ale to nigdy nie przyznaję się do błędu i szczerze nie nie chodzi o to że on jest jakiś ograniczony umysłowo. On nie widzi tego co robi zle i nie chce starać się tego juz dochodzi do kłótni i kiedy jest moja wina potrafię bez problemu przyznać się do błędu przeprosić i z kolei woli się pokłócić niż przyznać i nie odzywać kilka kłócenie się kiedy jest jego wina wyglądają tak: ---> on twierdzi że się czepiam---> nie widzi co zrobił źle i kiedy staram mu się to wytłumaczyć zgania winę na mnie---->twierdzi że popsułam mu humor/lub że się czepiam----->nie przeprasza bo nie widzi swojej winy--->obraża się---->każe mi siebie przeprosić----> nie odzywa się do póki tego nie zrobię----->kiedy ja się nie odzywam on robi to kiedy w końcu zrozumie że nie ma innego wyjścia wtedy zazwyczaj przeprasza ale i tak po pewnym czasie w praniu wychodzi że zrobił to nie szczerze----> kiedy ja ustępuję i przepraszam wybacza mi ale ma zły humor przez resztę dnia. Na co dzień jest dobrym inteligentnym i dowcipnym facetem ale kiedy dochodzi do sprzeczki sprawa wygląda tak jak wyżej tej pory mi to nie przeszkadzało ponieważ kłóciliśmy się raz na 4-5 miesięcy ale ostatnie czasy są ciężkie a ja mam wrażenie że tłumaczenie mu czegoś lub przekonanie że jednak on nie ma racji jest tak mówienie do mu wielokrotnie wytłumaczyć i przekonać że on nie jest bez winy w wielu sprawach ale tak jakby nie przyjmuję tego do przybliżyć podam przykład ostatniej kłótni która miała miejsce kilka dni temu i w której się do siebie nie tygodni temu prosiłam i trąbiłam mu żeby mi pisał mniej więcej kiedy skończy zajęcia w swoim po 5 minutach od wejścia on dostaję informację kiedy zajęcia się jest dość nie korzystna ponieważ zmieniamy mieszkanie i mamy jeden klucz do starego dlatego zawsze się umawiamy lub przekazujemy sobie w każdym tygodni 'nie mógł znaleźć czasu' żeby napisać mi kiedy mniej więcej kończy i czy mam robić obiad czy mogę wyjść do napisanie 15 sekundowej wiadomości sprawiało mu klub pingpongowy więc nie jest cały czas zajęty a wizyta tam czasami zajmuję mu godzinę a czasami powyżej 5h. Byłam tam wiele razy razem z nim i często siedzą i rozmawiają albo oglądają ostatnim tygodniu postawiłam sprawę jasno ponieważ musiałam wyjść z domu w ważnej sprawie do pracy i sama nie wiedziałam kiedy się że on tego dnia akurat wtedy zabrał klucz ze sobą chociaż go uprzedzałam (nigdy tego nie robił) w dodatku nie mogłam się z nim skontaktować bo nie odpisywał i nie odbierał i ogólnie miał mnie głęboko w ten sposób następnego dnia musiałam przesiedzieć do późnego wieczora w pracy i znosić wkurzoną on do winy się nie przyznał i ogólnie zgonił winę na mnie i kazał mi się odezwać do siebie jak będę chciała przeprosić.:)Minęły już 3 mi czy nie powinno być tak że jeśli facet kocha swoją kobietę to sam dba o to żeby ona nie musiała się martwić i nie zachowuję się w ten sposób?Ogólnie jestem zdania że jeśli mężczyzna kocha swoją kobietę poruszy ziemię i niebo żeby sprawić jej przyjemność i dbać o nią a jak to się ma w praktyce? Może mój pogląd na związki jest dziecinny? Dołączył: 2010-04-25 Miasto: Poznań Liczba postów: 18661 13 stycznia 2014, 20:04 Yyyy no trochę to niepoważne. Ja bym nie przepraszała, a jakby mi wyleciał z tekstem, że mam przyjść jak będę chciała przeprosić, to bym powiedziała, że się może nie doczekać bo jest nadętym bubkiem i bym go przetrzymała, aż sam to zrobi, chociaż to dziecinne i jeżeli takie sytuacje by się powtarzały to bym sie zastanowiła poważnie czy warto, bo jak dojdą kiedyś poważniejsze problemy to nie ogarniecie tego. Można też spróbować zasady jak kUba Bogu tak Bóg Kubie, a później udawać, że się nie wie o co chodzi, czyli podejść do tematu tak samo jak Twój partner. Jeżeli to nie sprawi, że przejrzy na oczy no to nie wiem... albo zaakceptować albo olać gościa. wiaraczynicuda1 13 stycznia 2014, 20:07 Wspolczuje... Nastepnym razem zrob to samo co on poki sama tak nie zrobisz on nie zrozuumiie jak sie czulas. elewinkaa 15 stycznia 2014, 00:03 Hej kochane, z racji tego że jestem nie doświadczona w związkach chciałam prosić was o opinię. Po prostu o to żebyście napisały co zrobiłybyście w mojej sytuacji i co o tym osobą bardzo spokojną i znieść nawet najbardziej nieznośne charaktery ludzi i zazwyczaj nie mam problemu z rozwiązywaniem babcia wychowała mnie na osobę która kłóci czy awanturuję się tylko w sytuacjach gdzie nie ma innego tego powodu w moim związku kłótni i sprzeczek było bardzo starałam się każdą nadchodzącą 'burzę' zgasić już w zarodku dlatego dopiero po pewnym czasie dostrzegłam największą wadę mojego partnera. Otóż on nigdy ale to nigdy nie przyznaję się do błędu i szczerze nie nie chodzi o to że on jest jakiś ograniczony umysłowo. On nie widzi tego co robi zle i nie chce starać się tego juz dochodzi do kłótni i kiedy jest moja wina potrafię bez problemu przyznać się do błędu przeprosić i z kolei woli się pokłócić niż przyznać i nie odzywać kilka kłócenie się kiedy jest jego wina wyglądają tak: ---> on twierdzi że się czepiam---> nie widzi co zrobił źle i kiedy staram mu się to wytłumaczyć zgania winę na mnie---->twierdzi że popsułam mu humor/lub że się czepiam----->nie przeprasza bo nie widzi swojej winy--->obraża się---->każe mi siebie przeprosić----> nie odzywa się do póki tego nie zrobię----->kiedy ja się nie odzywam on robi to kiedy w końcu zrozumie że nie ma innego wyjścia wtedy zazwyczaj przeprasza ale i tak po pewnym czasie w praniu wychodzi że zrobił to nie szczerze----> kiedy ja ustępuję i przepraszam wybacza mi ale ma zły humor przez resztę dnia. Na co dzień jest dobrym inteligentnym i dowcipnym facetem ale kiedy dochodzi do sprzeczki sprawa wygląda tak jak wyżej tej pory mi to nie przeszkadzało ponieważ kłóciliśmy się raz na 4-5 miesięcy ale ostatnie czasy są ciężkie a ja mam wrażenie że tłumaczenie mu czegoś lub przekonanie że jednak on nie ma racji jest tak mówienie do mu wielokrotnie wytłumaczyć i przekonać że on nie jest bez winy w wielu sprawach ale tak jakby nie przyjmuję tego do przybliżyć podam przykład ostatniej kłótni która miała miejsce kilka dni temu i w której się do siebie nie tygodni temu prosiłam i trąbiłam mu żeby mi pisał mniej więcej kiedy skończy zajęcia w swoim po 5 minutach od wejścia on dostaję informację kiedy zajęcia się jest dość nie korzystna ponieważ zmieniamy mieszkanie i mamy jeden klucz do starego dlatego zawsze się umawiamy lub przekazujemy sobie w każdym tygodni 'nie mógł znaleźć czasu' żeby napisać mi kiedy mniej więcej kończy i czy mam robić obiad czy mogę wyjść do napisanie 15 sekundowej wiadomości sprawiało mu klub pingpongowy więc nie jest cały czas zajęty a wizyta tam czasami zajmuję mu godzinę a czasami powyżej 5h. Byłam tam wiele razy razem z nim i często siedzą i rozmawiają albo oglądają ostatnim tygodniu postawiłam sprawę jasno ponieważ musiałam wyjść z domu w ważnej sprawie do pracy i sama nie wiedziałam kiedy się że on tego dnia akurat wtedy zabrał klucz ze sobą chociaż go uprzedzałam (nigdy tego nie robił) w dodatku nie mogłam się z nim skontaktować bo nie odpisywał i nie odbierał i ogólnie miał mnie głęboko w ten sposób następnego dnia musiałam przesiedzieć do późnego wieczora w pracy i znosić wkurzoną on do winy się nie przyznał i ogólnie zgonił winę na mnie i kazał mi się odezwać do siebie jak będę chciała przeprosić.:)Minęły już 3 mi czy nie powinno być tak że jeśli facet kocha swoją kobietę to sam dba o to żeby ona nie musiała się martwić i nie zachowuję się w ten sposób?Ogólnie jestem zdania że jeśli mężczyzna kocha swoją kobietę poruszy ziemię i niebo żeby sprawić jej przyjemność i dbać o nią a jak to się ma w praktyce? Może mój pogląd na związki jest dziecinny? kurde nie napisałas kiedy zmieniacie to mieskanie dokładnie ale wolałabym sobie dorobic klucz nawet na dwa dni a co do faceta - to watpie by sie zmienił , mozna isc vet za vet Dołączył: 2008-02-15 Miasto: Olsztyn Liczba postów: 10726 16 stycznia 2014, 06:08 dorobienie klucza to koszt 8 zl, a ile problemow zaoszczedza wiaraczynicuda1 16 stycznia 2014, 12:53 menevagoriel napisał(a):dorobienie klucza to koszt 8 zl, a ile problemow zaoszczedzaMoim zdaniem problemem nie jest brak zapasowego klucza, a nieodpowiedzialne zachowanie chlopaka autorki.
wole sie przemeczyc kilka dni bez kontaktu z nim niz sie odezwac i dalej byc wkurzona bo on oczywsicie nie widzi swojej winy i jeszcze moze mam go przepraszac. a tak, jak sie nie odzywam to sie
Tkwienie w związku z osobą, którą nie stać na samorefleksję to forma tortur serwowanych samej sobie. Dzień po dniu. Jeśli Twój partner nie widzi bowiem w sobie żadnych wad, uważa się za typa doskonałego, to delikatnie to ujmując masz poważny problem. Jeśli możesz zwiewaj…a jeśli chwilowo nie jest to możliwe, to zdobądź wiedzę, jak się bronić. Bo budując związek z toksykiem, winna będziesz zawsze Ty. Nie doczekasz się z jego ust przeprosin. Postąpił tak, bo go sprowokowałaś. Tak, dokładnie, to Twoja wina. W normalnym związku Związek budują niedoskonali ludzie, a naturalnym elementem życia są niepowodzenia, upadki i problemy. Nie ma patentu na sukces, po drodze popełnia się głupstwa. Raz zawala jedna strona, potem druga, przeważnie wina leży jednak gdzieś po środku, jeśli o winie w tym kontekście można mówić. Powodem może być chociażby brak asertywności i nieumiejętne stawianie granic. Czasami bierność i godzenie się na ataki stanowią również o naszej…niedoskonałości. Dlatego w zdrowych związkach ludzie wiedzą, że nie są idealni, bo nie ma doskonałych ludzi. Nie wymaga się doskonałości ani od siebie, ani od partnera, co nie znaczy, że spoczywa się na laurach, bo to nie tak. Nigdy nie wolno poprzestać w staraniach i w próbach doskonalenia siebie, co nie znaczy, że należy przerzucać odpowiedzialność za swoje czyny na innych. W toksycznych związkach W toksycznych związkach jest inaczej. Osoba toksyczna nie umie przyznać się do błędu, choćby najmniejszego. Nie umie powiedzieć przepraszam, zawaliłem. Nie przyzna, że coś można było zrobić lepiej. Jednak nie to jest najgorsze. Nie dość, że nie stać ją na refleksję nad sobą, ewentualne winy od razu z wielką mocą przerzuca na ramiona bliskiej osoby. Atakuje, by pozbyć się przykrych odczuć. Nie znosi smaku klęski czy nawet odrobiny krytyki. Jej idealny obraz nie może zostać naruszony, dlatego za każde przewinienie odpowiedzialny jest zły świat, a jeszcze częściej osoba, która jest obok. wszystkie niepowodzenia są z Twojej winy, zawsze szukasz problemu, masz urojenia, wyolbrzymiasz, dramatyzujesz, to nie tak, jak myślisz, za mało się starałaś, sprowokowałaś go do wybuchu, masz się ogarnąć i pamiętać, kto kim jest, za dobry jest dla Ciebie. byłaś za mało zaangażowana, dlatego musiał znaleźć kochankę. Poczucie winy to najczęstsze narzędzie toksyka do manipulowania Tobą i trzymania władzy. Nawet po zakończeniu związku toksyk nie widzi swojej winy. Jest maksymalnie zapatrzony w siebie. Niestety osoba będąca pod jego wpływem bywa, że przez lata wierzy, że jest niewystarczająco dobra. I przeprasza… Bardzo często toksyk działa też inaczej. Gdy widzi, że atakowanie innych nie sprawdza się, to próbuje zrobić z siebie cierpiętnika, ofiarę. Zawalił, zamiast się do tego po prostu przyznać, to sprawę wyolbrzymia, mówiąc, że tak, to wiecznie jego wina, bo Ty nigdy nie umiesz odpuścić, bo jesteś zbyt wymagająca, a ja się tak strasznie staram. W ten sposób zrobi wszystko, by drugiej stronie wybić z głowy wszelką krytykę. Nawet nie próbuj mi zwracać uwagi, bo rozegram to tak, że poczujesz się winna. I na następny raz się zastanowisz, czy warto. KObieto, bój się „doskonałych mężczyzn”. Tych, którzy nigdy się nie mylą. Otwórz oczy, Uciekaj.
Świetny opis. Poczucie winy, najgorszy jest ból że w głębi duszy kochamy rodzica. On nie widzi tego bo tu mu nie starcza, nasze talenty, zalety. Ciężko pogodzić się jeśli np mama źle nas traktuje. A my z dobrym sercem chcemy żyć przecież z nią w zgodzie ale o tacy ludzie nie rozumieją. Niestety. Pora się pogodzić.
Jeśli decydujemy się na związek z osobą, która ma dzieci z wcześniejszych związków, ważne jest, aby zadbać i o tę relację. Chodzi przecież o komfort całej rodziny. Iza o tym wie i starała się przez rok, ale dziś szczerze wyznaje, że nie daje już rady i zastanawia się nad tym, czy nie odejść od Mirka, który jest wpatrzony w swojego synka Tymka, który tylko jak tata nie widzi, zachowuje się wobec jego wybranki jak mały diabełek… Iza napisała do nas wiadomość w nadziei, że może wypowiedzą się osoby, które w swoim życiu przeżyły coś podobnego i będą chciały pomóc jej rozwiązać tę sytuację Nie wiem, dlaczego mam takiego pecha w życiu… Mój facet jest idealny, naprawdę mogę powiedzieć, że trafił mi się książę z bajki, ale jeśli chodzi o jego 9-letniego syna, to uważam, że jest to diabeł w ciele anioła. Gdy tylko Mirek znika z pola widzenia, z twarzy tego dziecka znika uśmiech i pojawia się mina, która sparaliżowałaby nawet kogoś o najtwardszych nerwach „Wielokrotnie próbowałam delikatnie powiedzieć Mirkowi, że jego syn ewidentnie mnie nie lubi, a do tego uważam, że wzbudza w nim poczucie winy i domaga się drogi prezentów, bo jak sam mówi: „Mama nie wydaje kasy na kochanki” Czy wyobrażacie sobie, żeby 9-latek mówił coś takiego? Mi się nie mieści w głowie, aby być aż tak zepsutym w tak młodym wieku. Gdy nie dostaje tego, co chce, zaczyna płakać i od razu dzwoni do mamy i mówi, że ojciec nie poświęca mu czasu i że mi nadskakuje, a on nawet od rana nic nie jadł. Wtedy mój partner od razu wyciąga portfel i daje mu 100 lub 200 złotych! Bardziej ciekawie jednak jest, gdy mam z nim zostać sama. To jest istny dramat. Przy Mirku Tymek mówi, że mnie bardzo lubi i cieszy się, że jego tata znalazł sobie młodszą dziewczynę, ponieważ dzięki temu on może się ze mną dogadać. Trzyma mnie wtedy za rękę, siada mi na kolanach i mówi, że cieszy się, że ma drugą mamę. Jednak tylko Mirek wyjdzie z mieszkania, on zamienia się nie do poznania. Ostatnio powiedział mi tak: „Zrobię wszystko, aby tata wrócił do mamy. Znudzi się tobą, bo rodzina jest najważniejsza”, a Ty będziesz w końcu bez niego” Ja nie mogła uwierzyć w to, co on do mnie mówi. Mirek wrócił do domu, próbowałam przy Tymku o tym porozmawiać, ale mój facet mnie ośmieszał przy swoim dziecku. Spojrzał na anielską buzię syna i potem na mnie, a po chwili powiedział: „Iza, po co Ty takie głupoty gadasz? Przecież Tymek jest najgrzeczniejszym dzieckiem na świecie. Jak w ogóle możesz mówić, że on mnie wykorzystuje finansowo?” Rozumiecie to? On w ogóle nie widzi problemu. Kiedyś zostałam sama z tym małym potworem i bardzo źle się czułam. Żeby dał mi spokój, zaproponowałam, żeby zjadł lody i obejrzał bajki. Wcześniej normalnie jadł śniadanie, ale nie miałam siły znosić jego złośliwości, dlatego zdecydowałam się na taki ruch. Co zrobił mały demon? Gdy tylko Mirek przyszedł z pracy, on powiedział, że nie dałam mu jeść, a sama jadłam i on z głodu jadł lody, bo nie wiedział, jak zrobić sobie śniadanie. I jak myślicie – komu uwierzył Mirek? „To niestety przelało czarę goryczy i miałam dość. Wyprowadziłam się i czekam teraz na ruch ze strony Mirka. Jednak nie wiem, czy się go doczekam…” Widziałam też na Facebooku, że Tymek dodał zdjęcie z mamą i tatą, gdy byli na spacerze, a pod fotką pojawił się opis: „W końcu razem”. Przeraża mnie to, że tak małe dziecko, mające zaledwie 9 lat, potrafi tak knuć i być tak przebiegłe. Jak to jest możliwe?! Co można doradzić Izie? Co powinna zrobić? *zdjęcia mają charakter poglądowy Napisz do nas, jeśli spotkała Cię historia, którą chcesz się podzielić: redakcja@
.