Akcja sztuki filmowej rozgrywa się w czasie II wojny światowej w ojczyźnie polskiej. Reżyser doskonale uchwycił każdą scenę i sens utworu literackiego, dokonują…Przeszłość jest modna. Lubujemy się ostatnio w stylizacjach na dwudziestolecie międzywojenne – wyzwolone, taneczne, liberalne i pijane. Ale wciąż boimy się nostalgii za czasami wojny. Ten obszar zarezerwowany jest dla konkretnych skojarzeń: cierpienia, bólu, wylanych łez, przelanej krwi, bohaterstwa, nieskazitelnej odwagi. Jeśli II wojnę światową obrosła jakaś mitologia, to tylko ta bogoojczyźniana, martyrologiczna. Zapewne dlatego polski żołnierz funkcjonuje w wyobraźni wielu jako święty – zawsze prawy, zawsze patriota, zawsze seksualnie czysty. Robert Gliński próbuje przeorać bombastyczne skojarzenia i osiąga sukces. Jego "Kamienie na szaniec" wyglądają nie tyle jak ekranizacja powieści Aleksandra Kamińskiego, ile raczej jak adaptacja komiksów o dziarskich dzieciakach, małoletnich superbohaterach. Takim skojarzeniom sprzyjają dynamiczna muzyka Łukasza Targosza oraz bogata wizualna strona filmu, którą pomagają uchwycić sprawne zdjęcia Pawła Edelmana. Udaje się zarówno stylizacja kostiumów, na widok których współcześni hipsterzy i wyznawcy stylu indie zapieją z zazdrości, jak i fryzur. "Zośka" (magnetyzujący Marcel Sabat), "Rudy" (brawurowy Tomasz Ziętek) i "Alek" (Kamil Szeptycki) są tak wylansowani, jakby nie wybierali się na wojnę, tylko na imprezę w stylu retro. Miks współczesności i historii przynosi zadowalający efekt, chociaż okupiony jest uproszczeniami. Piękne stroje zawsze błyszczą i lśnią, piękne twarze są zawsze nieskalane. Mamy więc niezwykle rzadko podejmowaną w naszym kraju próbę przepracowania bolesnej historii poprzez popkulturowe na nią spojrzenie. Z drugiej jednak strony Glińskiemu bliska jest także tradycja realizmu, która ekstremum osiąga w scenach tortur "Rudego", niezwykle jak na polskie kino brutalnych. Nie do końca udało się pożenić te dwie odległe od siebie koncepcje, ale prawdziwą zmorą tego filmu są nieznośne klisze. Tragicznie wypada zwłaszcza rozpisany na zera i jedynki konflikt pokoleń, rozczarowują też postacie kobiet, które nie są tu pełnoprawnymi bohaterkami, tylko dodatkiem do męskiego świata. Żeby chociaż reżyser włożył kij w mrowisko i odniósł się do badań Elżbiety Janickiej, która zasugerowała, że "Zośkę" i "Rudego" mogło łączyć coś więcej niż przyjaźń. Ale nie. "Kamieniom" także towarzyszy charakterystyczna dla polskiego kina homoseksualna panika. Tak jakby bycie gejem w Szarych Szeregach odbierało prawo do bycia narodowym bohaterem. Ale paradoksalnie siła ekranizacji Glińskiego tkwi właśnie w podejściu do bohaterstwa. W filmie niewiele się o nim mówi, z rzadka pojawiają się też wyszukane frazy o miłości do ojczyzny czy o byciu patriotą. Reżyser już zebrał cięgi od dogmatycznych wyznawców powieści Kamińskiego, jednej z najbardziej mitotwórczych książek w historii polskiej literatury. Cieszy to, że twórcy zdecydowali się na jej własną interpretację, smuci, że w wielu miejscach pozostali zachowawczy, a kwestię oceny działań harcerzy pominęli. Mimo wszystko po stokroć wolałbym pamiętać z liceum wyjście do kina na "Kamienie" Glińskiego niż choćby "Przedwiośnie" Bajona. KAMIENIE NA SZANIEC| Polska 2014 | reżyseria: Robert Gliński | dystrybucja: Monolith | czas: 112 min Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL Kup licencję
Kamienie na szaniec Opowieść o bohaterach Szarych Szeregów - Rudym, Alku, Zośce, zilustrowana ponad osiemdziesięcioma zdjęciami ze wszystkich epok Ich życia - od gniazda rodzinnego, poprzez czas harcerstwa, miłości, walki, po dni ostatnie!
{"type":"film","id":682011,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Kamienie+na+szaniec-2014-682011/tv","text":"W TV"}]} Jeszcze przed premierą wywołał on sporo kontrowersji. Środowiska prawicowe bojkotowały oraz oskarżały go o "szarganie bohaterów". Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej utrzymuje, że film jest obraźliwy ... więcejzdaniem społeczności pomocna w: 80%Nasze rodzime kino od zawsze słynęło z widowiskowych ekranizacji kultowych, powszechnie znanych powieści. Zarówno tych adresowanych do starszych, jak i nieco młodszych czytelników. Adaptacja ... więcejzdaniem społeczności pomocna w: 68%Polskie filmy, jeżeli nie są komediami zazwyczaj traktują o wojnie. Wojnie patetycznej, pełnej bohaterów pozbawionych jakichkolwiek wątpliwości. Nie miałam najmniejszej ochoty oglądać kolejnej tego ... więcejzdaniem społeczności pomocna w: 52%„Kamieni na szaniec” ciąg dalszy! Tym razem zapraszamy do przeczytania wywiadów, z tą drugą – żeńską połówką filmu, czyli Magdaleną Koleśnik (Monią) oraz Sandrą Staniszewską (Halą). Magdalena Koleśnik – Monia Wcieliłaś się w „Kamieniach na szaniec” w postać Moni… Zgadza się. Ten film opiera się jednak bardziej na chłopakach, niż na kobietach. Jest o ich […]
Zadanie domiśśśSprawozdanie z FILMU "Kamienie na szaniec" trzeba uważać, aby nie pomylić z recenzją. bardzo potrzebne zadanie. pisząc należy trzymać się podanej budowy sprawozdania :/ Odpowiedz 1 ocena | na tak 0% 0 1 o 20:10 rozwiązań: 1 szkolnaZadaniaJęzyk Polski Odpowiedzi (1) blocked zrobiłam, sprawdziłam 2 razy, wszystko jest dobrze! :) zadanie zapisałam w notatniku[LINK] 0 0 o 20:43 domiśśś odpowiedział(a) o 20:46: hmm, szkoda, że płatny link :) mogłabyś to skopiować jakoś tutaj? prosze..
Kamienie na szaniec. Zupełnie nie rozumiem pozytywnych opinii na temat tego filmu. Za dobry odbiór najnowszego dzieła Roberta Glińskiego winię albo żartownisiów, którzy w makabrycznie przewrotny sposób piszą i mówią coś odwrotnego do tego co myślą, albo też ludzi od promocji, którym zapłacono za wychwalanie ,,unowocześnionej Autorka: Małgorzata Steciak Robert Gliński, autor dokumentu o polskich homoseksualistach " nie poszedł w ślady Elżbiety Janickiej z PAN, która zasugerowała, że "Zośkę" i "Rudego" mogło łączyć romantyczne uczucie. Mimo to jego interpretacja "Kamieni na szaniec" wywołała poruszenie, zwłaszcza wśród prawicowych publicystów. Reżysera oskarżono o przeinaczenie faktów, film został skrytykowany przez środowiska harcerskie, nawet wnuk pisarza zarzucił twórcom, że ich obraz rażąco odbiega od literackiego pierwowzoru. Gliński podejmuje zaś ciekawą polemikę z tekstem Aleksandra Kamińskiego, wzbogacając powieść o pacyfistyczne przesłanie i nieco modyfikując jej zakończenie. Kamiński opisał swoich bohaterów jako "ludzi, którzy potrafią pięknie umierać i pięknie żyć"; Gliński tymczasem kwestionuje sens bohaterstwa, stara się pokazać, że nie ma nic pięknego w umieraniu na wojnie. Śmierć "Rudego" (bardzo dobry Tomasz Ziętek) poprzedzona jest kilkudniowymi torturami, ukazywanymi przez reżysera w serii zbliżeń katowanego ciała chłopaka. Zrozpaczony "Zośka" (Marcel Sabat) w obliczu klęski rozważa samobójstwo, a młodzi chłopcy, którzy jeszcze kilka scen wcześniej z łobuzerskim uśmiechem na ustach ściągali niemieckie flagi i wybijali szyby, giną od zabłąkanej kuli lub z powodu wadliwej broni. Gliński przekonująco wygrywa sprzeczności targające bohaterami. Młodzi ludzie, zawieszeni między dzieciństwem a dorosłością, starają się prowadzić zwyczajne życie – nawiązują przyjaźnie, wodzą okupanta za nos, poznają smak pierwszej miłości w świecie naznaczonym piętnem przemocy i wszechobecnej śmierci. O ile pierwsze sceny "Kamieni na szaniec" to klasyka kina patriotycznego o dzieciakach "bawiących się w wojnę", im bliżej finału, tym więcej znaków zapytania. Euforia, jaka towarzyszy chłopcom podczas przygotowań do (świetnie zainscenizowanej przez Glińskiego) akcji pod Arsenałem, szybko ustępuje rozczarowaniu i przerażeniu niewyszkolonych przecież harcerzy, korzystających z zacinającej się broni, umierających od przypadkowych strzałów. Autor "Cześć, Tereska" spogląda na członków legendarnych Szarych Szeregów z podziwem, ale nie wystawia "Zośce" i "Rudemu" pomników. Odwaga idzie w parze ze strachem, determinacja z młodzieńczą lekkomyślnością. Wielkie idee i patriotyzm przez wielkie "P" zyskują dzięki temu emocjonalny, ludzki wymiar. Istnieje cień szansy, że współcześni nastolatkowie odnajdą w kreacjach Sabata, Ziętka czy partnerujących im Magdaleny Koleśnik i Sandry Staniszewskiej własne odbicie. Szkolna lektura, przez niektórych dawno już zapomniana i kurząca się na półce, pod batutą Glińskiego zamienia się w poruszającą opowieść o złamanych przez wojnę życiorysach. To jak na polskie warunki świetne kino, choć niepozbawione sztampowych tropów dramatu patriotycznego.
Бу ιρ λοςοφεֆ
Иպυгуτሆյо шեղу δезю ициж
Нтዒኀ εн питреւыձу ዷι
Жኣσабεпο цеχеκ нሽнաμ
Recenzja "Kamienie na szaniec". „Kamienie na szaniec ” – To tytuł filmu wyreżyserowanego przez Roberta Glińskiego , na motywach powieści Aleksandra Kamińskiego . Premiera filmu miała miejsce 7 marca 2014 r . Film opowiada o losach trzech chłopców i ich przyjaciół zmagającymi się z przeciwnościami II wojny światowej.{"type":"film","id":682011,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Kamienie+na+szaniec-2014-682011/tv","text":"W TV"}]}"Być zwyciężonym i nie ulec – to zwycięstwo". Oto dewiza, jaką w życiu kieruje się trzech młodych przyjaciół: Alek, Zośka i Rudy. Harcerze, maturzyści warszawskiego liceum snujący ambitne plany na przyszłość przerwane przez wrzesień 1939 roku. Wkraczają w dorosłość w niezwykle dramatycznych czasach, które stawiają ich przed wyborem – przetrwać za wszelką cenę czy przyłączyć się do walczących o wolną Ojczyznę, ryzykując wszystko. Chłopcy, wychowani w patriotycznych domach, kształtowani przez harcerskie ideały, postanawiają walczyć. Stają się żołnierzami i choć codziennie ocierają się o śmierć, potrafią żyć pełnią życia. Walczą ofiarnie i z honorem. Odchodzą "jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec", zostawiając po sobie wielką lekcję przyjaźni, honoru i miłości do o młodości, miłości i przyjaźni. O bohaterstwie, które ma wielką cenę i o walce, która stała się legendą. Byli młodzi, spragnieni życia. Nie było dla nich rzeczy niemożliwych. Pewnego dnia obudzili się w świecie, w którym nie było już miejsca na marzenia. Stanęli przed wyborem: pochylić pokornie głowy albo zaryzykować własne życie. Nie mieli doświadczenia ani broni, ale znaleźli w sobie odwagę i siłę, by sprzeciwić się hitlerowskiej machinie. Wierzyli w przyjaźń, wolność, w Polskę. Mieli ideały. Weszli na drogę, z której nie było odwrotu. Byli jak kamienie rzucane na szaniec… opis dystrybutora kinoEkranizacja powieści Aleksandra Kamińskiego o tym samym tytule. Tadeusz Zawadzki "Zośka" (Marcel Sabat), Maciej Bytnar "Rudy" (Tomasz Ziętek) oraz Maciej Dawidowski "Alek" (Kamil Szeptycki) są przyjaciółmi, którzy planują wejść w dorosłe życie. Niestety, ich plan zostaje zburzony przez wybuch II wojny światowej. Od tej pory koledzy zostają wystawieni na próbę miłości, odwagi i przyjaźni. Warszawa, rok 1939. Trzej przyjaciele: Tadeusz Zawadzki "Zośka" (Marcel Sabat), Jan Bytnar "Rudy" (Tomasz Ziętek) i Maciej Aleksy Dawidowski "Alek" (Kamil Szeptycki) to świeżo upieczeni maturzyści. Przeżywają pierwsze miłości i snują plany na przyszłość. Ich beztroskie życie przerywa wybuch wojny. Na początku września, wraz z rzeszami innych mieszkańców miasta, chłopcy opuszczają Warszawę. Wkrótce jednak wracają do stolicy i wstępują do Szarych Szeregów. Zośka uważa, że harcerze muszą się włączyć do walki zbrojnej. Z kolei Rudy sądzi, że powinni unikać konfrontacji z wrogiem i skoncentrować na akcjach małego sabotażu. Jednocześnie mimo wojny młodzi warszawiacy próbują zwyczajnie żyć...
Z pewnością nie można się na niej zawieść, tak jak na filmie "Sierpniowe niebo. 63 dni chwały", na którego myśl przechodzą mnie niemiłe dreszcze. "Kamienie na szaniec" to profesjonalna i dobra produkcja. Moment przesłuchań Rudego i oczekiwania na jego odbicie przez przyjaciół to główne atuty filmu, które trzymają w napięciu.
Od piątku w kinach "Kamienie na szaniec" - film Roberta Glińskiego z Lublinem w polskim kinie mamy zalew filmów historycznych (ostatnio: hollywoodzki "Jack Strong" i pomnikowo-teledyskowy "Lech Wałęsa. Człowiek z nadziei"). Swojego patentu na pokazywanie historii na razie nie mamy, ale miłym odpoczynkiem od sztampy są "Kamienie na szaniec". Oczywiście jeśli uszanujemy, że nie pokazuje on patriotyzmu w bezpiecznym, szkolnym wydaniu."Kamienie na szaniec" zgrabnie przechodzą od portretu pełnej życia okupacyjnej młodzieży do wojennego dramatu. Po pierwsze - przyjacielskiego, a dopiero po drugie - narodowego. Film pokazuje także, że kanonu niepodległościowych lektur można dotykać inaczej niż w aksamitnych rękawiczkach. Głównych bohaterów jest dwóch, nie trzech. Są nimi "Zośka" (Marcel Sabat) i "Rudy" (Tomasz Ziętek). "Alek" (Kamil Szeptycki) pozostaje w cieniu. Są piękni, młodzi, idealistyczni. Nawet jeśli się zakochują, pożądają, buntują i kłócą z rodzicami (zarzut dotyczący "fałszywego obrazu relacji młodych bohaterów z rodzicami i przełożonymi" podniosła przez premierą Fundacja Harcerstwa Drugiego Stulecia).Początek filmu toczy się lekko, przy energicznej współczesnej muzyce. Łatwo dajemy się zauroczyć tym charyzmatycznym, zwariowanym i upartym chłopakom, którzy wyglądają jak z katalogu mody retro. Można przez chwilę pomyśleć, że fajnie wtedy było. Ale tylko przez chwilę, bo potem coś gwałtownie pęka. Bohaterowie dojrzewają i z urwisów "ku chwale ojczyzny" przemieniają się w dojrzałych młodych ludzi z poczuciem misji. Tą misją jest ratowanie przyjaciela - na przekór szansom, rozkazom, siłom i rozsądkowi. Powodem: głęboka nie-zgoda na przemoc, bezprawie i gwałt okupanta. Po jednej stronie staje młodzieńcza wiara w niemożliwie, po drugiej strategia i doświadczenie opiekunów z AK. Może i chcielibyśmy, żeby ten niemożliwy zryw skończył się dobrze, ale nie mógł. Widać wyraźnie jak bardzo rachunek zysków i strat w takich wypadkach zawodzi. "Rudy" umiera, następują brutalne sankcje, a inny kolega w wyniku akcji trafia w ręce wrogów. Być może właśnie w tym pozornym bezsensie działania połączonym z wewnętrznym przymusem, aby nie być bezczynnym najpełniej zawiera się dramat tamtego pokolenia. Lublin niezauważalnie wkomponował się w krajobraz warszawskich ulic. Nasze miasto wystąpiło podczas akcji pod arsenałem, a jego mieszkańcy bez trudu poznają znajome zakątki. To jeszcze jeden dobry powód, aby pójść do kina. "Kamienie na szaniec", reż. Robert Gliński, czas: 112 min., premiera oficjalna 7 marca
We wstępie po raz pierwszy znalazły się fragmenty nieznanego pamiętnika Druha Aleksandra Kamińskiego i jego list, jedyny, w którym mówi, jak stworzył "Kamienie na szaniec", także niezwykła korespondencja Basi i Alka, wspomnienia Matki i Siostry Rudego, pasjonujące relacje przyjaciół i towarzyszy broni. Nr produktu: 6018237
Zadanie zα¢zαяσωαηηαNapisz recenzję filmu "Kamienie na szaniec" Tylko proszę o pracę dłuższą niż kilka zdań :) Oraz wręcz błagam o nie kopiowanie mi tu tekstów ze ściągi itp., juz dawno je wszystkie odwiedziłam... Z góry dziękuje :) lubiefretki Film bardzo różnił się od książki- zostało wprowadzonych wiele wątków, o których nie było mowy w dziele pana Kamińskiego, i szczerze mówiąc wątpię, czy miały miejsce naprawdę. Główne postaci też wyobrażałam sobie inaczej (nie tylko wyobrażałam, bo przecież widziałam ich autentyczne zdjęcia)- uważam, że filmowy Rudy i Zośka powinni zamienić się rolami. Aktor grający Rudego oddał jednak idealnie ból chłopaka, podczas katowania przez Niemców. Wiele osób twierdzi, że film jest zbyt brutalny. Reżyser mówi, że w XXI wieku, w dobie komputerów, telefonów komórkowych, bardzo brutalnych gier komputerowych, film nakręcony w tradycyjny sposób nie trafiłby tak do młodego widza. Pojawiły się też opinie, że ekranizacja jest zbyt współczesna, że w tamtych czasach chłopcy się tak nie zachowywali. Co ciekawe, najgłośniej protestowali Ci, którzy filmu w ogóle nie widzieli. Przeciwnicy twierdzili też, że nie jest zgodny z książką, podczas gdy on z założenia nie miał być adaptacją . Reżyser i scenarzyści wprowadzili też sceny nieistniejące w książce, jak np. brawurowy pościg Zośki samochodem za więźniarką przewożącą Rudego. W warunkach okupacyjnych taki rajd z Pawiaka do siedziby gestapo w al. Szucha był niemożliwy. Pomimo wszelkich odstęp od książki, myślę, że film zdecydowanie warto zobaczyć. Twórcy zadbali, by oprócz wzruszających scen, w czasie których ciężko powstrzymać się od łez znalazły się również sceny zabawne, humorystyczne. Nadal jednak uważam, że jakkolwiek nie byłby zrobiony, nie odda tak doskonale tego, co zawarte jest w książce. o 17:14
Krótka recenzja filmu Pt.: „Kamienie na szaniec” Recenzja książki pt. „Kamienie na szaniec”, autorstwa Aleksandra Kamińskiego. Recenzja „Krzyżaków” Recenzja filmu „Pianista”. Recenzja spektaklu „Mały Książę”.
foto: foto: 3. marca odbył się zamknięty pokaz filmu “Kamienie na szaniec” w reżyserii Roberta Glińskiego, scenariusz napisał Dominik Rettinger. Był to seans dla prasy, na które dostałem zaproszenie od organizatora. Zgodnie z zapowiedzią – przedstawiam swoją recenzję filmu. Ocena dzieli się na dwie części. Oceniałem oddzielnie kwestie techniczne filmu oraz jego atrakcyjność (która to ocena wypada całkiem dobrze), a oddzielnie jego przekaz i zgodność z prawdą, która to wypadła fatalnie. Ale idźmy po kolei. O samym tylko filmie Montaż filmu zrobiony był dobrze. Widać było co się dzieje, sceny walki zaś robią wrażenie. Tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę, że jest to Polska produkcja. Oprawa muzyczna także robi wrażenie. Faktycznie skierowana jest momentami stricte do młodych osób. Utrzymywany jest także przyjemny nastrój między bohaterami, od którego czuć młodość i brawurę, charakterystyczną dla pełnych werwy młodych mężczyzn. Szczególne wrażenie jednak wywołują ujęcia katowania Rudego przez Schulza i Langego. Oprawcy niemieccy przedstawieni są w naprawdę realistyczny sposób, jako psychopatyczni, lubujący się w sprawianiu cierpienia. Co mnie jednak najbardziej urzekło – główne role zagrali aktorzy nowi. W rolach głównych nie było ogranych już twarzy, które wszyscy znamy na pamięć, co moim zdaniem jest jedną w największych wad Polskiego kina. Oczywiście w innych rolach byli aktorzy znani, m. in. Krzysztof Globisz czy Andrzej Chyra. Wadą jest fakt, że bardzo ograniczono obecność postaci Alka w filmie, który był tak samo ważny w “Kamieniach na szaniec”, jak Zośka i Rudy. Ten fakt rzuca się mocno w oczy i psuje trochę wrażenie o filmie. Niezrozumiałym dla mnie jest moment, gdy podczas strzelaniny w trakcie odbijania Rudego, na plac wjeżdża Niemiec na rowerze i jakby nie widzi, co się dzieje. Sytuacja absolutnie niezrozumiała i – moim zdaniem – niepotrzebna. Podsumowując pierwszą część – ocena całkiem dobra. Gdyby był to film opowiadający o anonimowych, nie istniejących naprawdę partyzantach walczących przeciwko niemieckiemu okupantowi, film byłby świetny. Ale nie jest Otóż film ten – czy tego się chce, czy nie – nawiązuje do książki. Nawiązuje on także do prawdziwych postaci, które zostały i będą bohaterami. Niezależnie od intencji reżysera – film “Kamienie na szaniec” jest antypolskim gniotem. Uderza on bowiem w postawę prawdziwych ludzi, uderza we wciąż żyjące rodziny bohaterów, ponadto próbuje zatuszować prawdę o naszym narodzie. Prawdę, że Polacy potrafią się zdyscyplinować, trwać w postanowieniach, być innowacyjni, najlepsi i wierni. Oglądając film odniosłem wrażenie, że jedyną zasługą Zośki, Alka czy Rudego było to, że po wybuchu wojny byli zaradni. To zdecydowanie za mało. Przechodzimy więc do drugiej części oceny. Przede wszystkim przekłamano obraz Tadeusza Zawadzkiego. “Zośka” został przedstawiony jako choleryczny i narwany – dosadnie mówiąc – dzieciak, który dorwał się do broni. W dwóch momentach sądziłem, że swojego dowódcę po prostu zastrzeli. W filmie jest to postać, która ma problemy z dyscypliną. Targana emocjami, działająca prawie że na własną rękę. Tymczasem zarówno według książki jak i według relacji świadków, już w harcerstwie Zośka wykazywał się dyscypliną, którą doszkolił działając w Małym Sabotażu. Zawsze zdyscyplinowany i posłuszny rozkazom, doskonały organizator, dowódca, trzymający emocje na wodzy. Oprócz tego Zośka myślał o popełnieniu samobójstwa, ostatecznie pozwala się zastrzelić w akcji Niemcowi. Nie jest to przypadek – mimo możliwości i celowania w zaskoczonego Niemca, opuszcza broń i czeka, aż Niemiec wyceluje w niego i zastrzeli. Zośka naprawdę nie zginął w taki sposób – zginął śmiercią żołnierza, śmiercią bohaterską – dowodząc w boju. I teraz pytam – czy i w jaki sposób reżyser zamierza przeprosić Zośkę i jego przyjaciół? Czy i w jaki sposób zamierza przeprosić Polaków za to, że tak zdyskredytował i zniekształcił obraz jednego z największych bohaterów czasu wojny? Na konferencji po filmie ktoś powiedział, że film ten jest zachętą dla młodych, by przeczytali książkę. Jest to podejście naiwne. Jakieś 5 lat temu zakończyłem obowiązkową edukację i wiem, że tak to nie działa. Jeśli ktoś obejrzy film, lektury szkolnej nie przeczyta już na pewno. Tak oto więc reżyser stworzył film, który wmawiać będzie młodym ludziom, że bycie miernotą XXI wieku i łut szczęścia wystarczy, żeby być okrzykniętym bohaterem. Druga rzecz, to dziewczyna Jana Bytnara, Monia. Na początku filmu widzimy akcję gazowania kina, w której bierze udział Rudy. Jak się okazuje, w kinie jest także jego dziewczyna i wyrzuca mu, że przez niego nie obejrzy filmu. Mało tego – ma do niego o to pretensje. W trakcie widzimy, jak Monia próbuje uwieść Rudego. Po jego śmierci przechodzi załamanie nerwowe i wpada w panikę, chcąc wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę. Okazuje się więc, że bohaterowie, którzy mieli twardy kręgosłup moralny i ustalone wartości, mieliby wiązać się ze zwykłymi prostytutkami bez charakteru. Podobnie i Zośka – ot tak przedstawiono, że miał sypiać ze swoją dziewczyną. Może i jestem naiwny, ale w tamtych czasach inaczej patrzono na sferę seksualną, szczególnie wśród klasy wyższej, do której Zośka niewątpliwie się poczuwał dzięki czynom, wykształceniu i postawie. Musimy zrozumieć, że ówczesne społeczeństwo było inne niż obecne. Nie były to miernoty XXI wieku, które myślą tylko o sobie, dla których słowo “dyscyplina” kojarzyło się wyłącznie z ograniczeniem wolności. Dla tych ludzi istniały normy i wartości, dla których potrafili żyć. Bohaterowie zaś byli elitą młodzieży, dla których wierność tym wartościom i ciągłą praca nad samym sobą była czymś oczywistym. Nie wystarczy tylko chwycić za broń i działać “na wariata”, by być bohaterem, bo Polak-bohater to coś o wiele więcej. Myślę, że zarówno Rudy, Zośka, Alek oraz wielu innych harcerzy walczących z okupantem to udowodniło i zasłużyli na szacunek. Zasłużyli też moim zdaniem na to, by ich dobrego imienia nie szargać po ich śmierci i nie porównywać ich do tego czegoś, co przedstawiono w filmie. Podobnych przekłamań jest bardzo dużo, co naprawdę boli. Moim zdaniem bojkot filmu jest konieczny, dlatego akcja “Tylko świnie siedzą w kinie (WIĘCEJ TUTAJ)“, którą zainicjowałem, trwa nadal. Jeśli ktoś na film pójdzie – ma do tego prawo. Jednak niech nie waży się jednak narzekać, gdy za niedługi czas powstanie kolejny film, będący antypolską propagandą, bez względu na deklarowane intencje twórców. W końcu “hajs się będzie zgadzał”, niezależnie od tego, czy ktoś chciał obejrzeć, by ocenić, czy dlatego, że jego zdaniem film będzie przekazywał prawdę. Obserwuj Nas
Kamienie na szaniec (2014) Kamienie na szaniec. (2014) Reżyseria: Robert Gliński. Scenariusz: Wojtek Palys, Dominik Wieczorkowski-Rettinger. "Być zwyciężonym i nie ulec – to zwycięstwo." Oto dewiza jaką w życiu kierują się trzej młodzi przyjaciele Alek, Zośka i Rudy. Harcerze, maturzyści warszawskiego liceum snujący ambitne
Największą wadą „Kamieni na szaniec” wydaje się ich… poprawność. Robert Gliński nakręcił zaskakująco solidne kino gatunkowe, czego nie wybaczą mu oburzają się, że „Kamienie” nie podważają i nie dyskutują z mitami, inni że film uwspółcześnia postawy bohaterów, którzy nie są tak nieskazitelnie pomnikowi, jak na to zasługują. Każdy ma swoje racje i lepsze lub słabsze argumenty, przed którymi Gliński sprawnie się uchyla, bo jego kino nie jest dla ideologów. Jest dla nastolatków. Jego „Kamienie na szaniec” to porządnie zrobiony film dla młodych ludzi, w którym są akcja, emocje, rozterki, bohaterstwo, miłość, ból, śmierć, łzy. To typowe kino rozrywkowe, ale mimo wszystko niegłupie, mające walor edukacyjny i przede wszystkim zachęcające do przeczytania że Glińskiemu udała się sztuka w polskim kinie w ostatnich latach niespotykana. W „Kamieniach na szaniec” postacie nie osiągają szczytów skomplikowania psychologicznego, ale są wiarygodne. Nie tylko z powodu osławionych scen łóżkowych - mimo że subtelnych, to balansujących na granicy dobrego smaku nie przez to, co pokazują, ale ze względu na to, kiedy pojawiają się w filmie. Przede wszystkim bohaterowie mają poczucie humoru, przeżywają rozterki i z biegiem akcji się zmieniają. To już wystarczająco dużo, by oglądać film bez poczucia zażenowania, tym bardziej że młodzi aktorzy grają dosyć naturalnie, mimo że dialogi wydają się czasem zbudowane z cytatów i że reżyser trochę uwspółcześnia, upraszcza i przerysowuje, a w scenie szturmu Zośki pod siedzibę gestapo ociera się o śmieszność. Fanom książki nie zabraknie okazji, by się przyczepić. Jeśli przenoszenie na ekran „Harry’ego Pottera” (z którym ten film ma wiele wspólnego) budziło emocje i zarzuty o spłaszczenie przekazu, to co dopiero zekranizowanie losów osób, które żyły i zginęły naprawdę. W Polsce o historii raczej nie opowiada się tak, jak robi to ten film. W Stanach robi się to od lat. I oczywiście, Polska to nie USA, różna jest nasza historia, różna tradycja kinematografii. Tylko że uczniowie, których szkoły przyprowadzą do kina, nie na polskiej kinematografii się wychowali. Jeśli mają sięgnąć po książkę, to właśnie dzięki filmowi, który opowie im o czymś ważnym prostymi środkami emocjonującego kina na szaniecdramat, Polska, 2014reż. Robert Glińskiwyst. Tomasz Ziętek, Marcel Sabat
"O czym marzycie? O szczęściu. O miłości. To zupełnie jak ja. Jak my. Mieliśmy plany, pomysły. Mieliśmy przyjaciół, dziewczyny. Gdy przyszli nam to wszystko
Ekranizacja „Kamieni na szaniec” ma szyk i styl, które jednak nie tylko dodają jej walorów, ale też miejscami ciasno uwierają. Przeszłość jest modna. Lubujemy się ostatnio w stylizacjach na dwudziestolecie międzywojenne – wyzwolone, taneczne, liberalne i pijane. Ale wciąż boimy się nostalgii za czasami wojny. Ten obszar zarezerwowany jest dla konkretnych skojarzeń: cierpienia, bólu, wylanych łez, przelanej krwi, bohaterstwa, nieskazitelnej odwagi. Jeśli II wojnę światową obrosła jakaś mitologia, to tylko ta bogoojczyźniana, martyrologiczna. Zapewne dlatego polski żołnierz funkcjonuje w wyobraźni wielu jako święty – zawsze prawy, zawsze patriota, zawsze seksualnie czysty. Gliński próbuje przeorać bombastyczne skojarzenia i osiąga sukces. Jego „Kamienie na szaniec” wyglądają nie tyle jak ekranizacja powieści Aleksandra Kamińskiego, ile raczej jak adaptacja komiksów o dziarskich dzieciakach, małoletnich superbohaterach. Takim skojarzeniom sprzyjają dynamiczna muzyka Łukasza Targosza oraz bogata wizualna strona filmu, którą pomagają uchwycić sprawne zdjęcia Pawła Edelmana. Udaje się zarówno stylizacja kostiumów, na widok których współcześni hipsterzy i wyznawcy stylu indie zapieją z zazdrości, jak i fryzur. „Zośka” (magnetyzujący Marcel Sabat), „Rudy” (brawurowy Tomasz Ziętek) i „Alek” (Kamil Szeptycki) są tak wylansowani, jakby nie wybierali się na wojnę, tylko na imprezę w stylu retro. Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL Kup licencję
«Камни на шанец» (польск. Kamienie na Szaniec) — польская военная драма 2014-го года, снятая режиссёром Робертом Глиньским по мотивам одноимённой повести Александра Каминского об участниках Варшавского восстания.
Film "Kamienie na szaniec" budzi niesmak nie dlatego, że odbrązawia legendę Rudego, Zośki i Szarych Szeregów. Jest to film po prostu źle wyreżyserowany i źle zagrany. Pokazując bohaterów jak lekkomyślnych smarkaczy, twórcy filmu robią weteranom Szarych Szeregów krzywdę. A przecież legenda ukazana w książce Aleksandra Kamińskiego powinna doczekać się zjawiskowej ekranizacji. Kamienie na szaniec - recenzja Polscy reżyserzy filmy historyczne robią chętnie, bo przychodzą na nie tłumami szkolne wycieczki, a z PISF-u łatwo wyciągnąć publiczne pieniądze. Niestety jakość produkcji schodzi na dalszy plan. Dokładnie tak jest z „Kamieniami na szaniec” reżysera Roberta Glińskiego. Jego dzieło "Kamienie na szaniec" przedstawia prawdziwe wydarzenia opisane w książce Aleksandra Kamińskiego. To piękna i bohaterska historia młodych chłopaków, żyjących w okupowanej przez Niemców Warszawie. W tym wypadku trzeba rozdzielić wzruszającą historię od po prostu źle wyreżyserowanego i źle zagranego filmu. Największym zarzutem jaki jeszcze przed premierą stawiano filmowi "Kamienie na szaniec" jest ukazanie pomnikowych w masowej świadomości żołnierzy z Szarych Szeregów jako autentycznych, czujących ludzi. W filmie chłopcy przyjaźnią się, kochają z dziewczynami, kłócą z rodzicami i są pełni wątpliwości, czy walczyć. Czy właśnie to ma budzić taki niesmak i być takim szokiem? Jest rok 2014 i kino już dawno uporało się np. w „Szeregowcu Ryanie” lub „Full Metal Jacket” ze zmitologizowanymi postaciami nieustraszonych żołnierzy. Dlatego odbrązowienie Zośki, Rudego i Alka może wydawać się czymś przełomowym i kontrowersyjnym jedynie dla kogoś, kto do tej pory oglądał tylko „Czas Honoru”. Odbrązowienie postaci z Szarych Szeregów jest zresztą dobrym pomysłem i miało być kluczem do całego filmu. Ale film "Kamienie na szaniec" zamiast w naturalny sposób pokazać ich ludzkie oblicze, wkłada na postacie sztuczne maski patosu. Wygląda to tak jakby reżyser starał się na siłę przekonać widza jak ludzcy są bohaterowie, ale robi to tak nachalnie, że efekt jest odwrotny. Aktorzy, którzy w założeniu mieli wcielić się w inteligentną, dowcipną młodzież, odgrywają swoje role w sposób tak wzniosły i wypowiadają swoje kwestie z taką pompatycznością, że widz podczas seansu "Kamieni na szaniec" robi się czerwony z zażenowania. (Zresztą starsi aktorzy wcale nie są lepsi). Może jednak aktorzy nie wypadaliby tak źle, gdyby dialogi, które mają wypowiadać nie były skonstruowane na zasadzie jednostronnych deklamacji. Wiele scen w filmie "Kamienie na szaniec" to jakby krótkie scenki rodzajowe, gdzie reżyser starał się zarysować dylematy moralne bohaterów: relacje z rodzicami, z kobietami, kolegami. Najgorsze wrażenie robią sceny rozmowy ojca Rudego z synem na Pawiaku: „Jestem z ciebie dumny synu” lub próba popełnienia samobójstwa przez Zośkę, kiedy jego dziewczyna mówi do niego: „Najpierw strzel do mnie”. Praktycznie z każdej ze scen można zresztą wyciągnąć dość pospolity morał, ale wielość wątków w "Kamieniach na szaniec" sprawia, że są one zbyt rozstrzelone, powielają schematy i sprawiają, że to co oglądamy na ekranie jest zwyczajnie płytkie. Kolejnym problemem "Kamieni na szaniec" jest ukazanie wojny. Okupacji widać niewiele. Po pierwsze mało jest samej Warszawy: miasta, oprócz dobrze zrobionej i dynamicznej akcji pod Arsenałem nagrywanej w Lublinie, prawie nie widać (nie chodzi o ukazanie przedwojennej Warszawy jak w "Pianiście", ale przynajmniej kilku szerszych kadrów ulic). Większość scen "Kamieni na szaniec" dzieje się w budynkach lub zamkniętych kadrach pokazujących jedną witrynę sklepową lub kawałek ulicy. W związku z tym, że akcja dzieje się w bezpiecznych wnętrzach, stolica nie wydaje się być terroryzowana nazistowskimi oddziałami. Groza wojny pokazana jest tylko podczas rozstrzelania warszawiaków oraz podczas bestialskich tortur Janka Bytnara. W innych momentach wydaje się, że naziści tylko czekają na polskich chłopaków, żeby ci ich zbili, zabrali broń lub okradli z ubrań. Zagrożenie w "Kamieniach na szaniec" lekceważą też chłopcy z Szarych Szeregów. Chodzą z bronią po ulicach, a Zośka w porywie emocji szarżuje samochodem pod bramę siedziby gestapo na ul. Szucha. Za takie wybryki się wtedy po prostu ginęło. Sam reżyser przyznaje, że to tylko wymyślona fabuła, ale pokazując bohaterów jak lekkomyślnych smarkaczy, robi weteranom Szarych Szeregów krzywdę. Zresztą chyba nie bez powodu swoje poparcie dla filmu wycofał po przeczytaniu scenariusza, właściciel praw do „Kamieni na szaniec” dr Wojciech Feleszko, wnuk Aleksandra Kamińskiego. Tylko, że ani kiepska jakość "Kamieni na szaniec", ani położenie akcentu na akcji, a nie na prawdzie nie mają takiego znaczenia. Wycieczki szkolne i tak kupią w kasie bilety. Chcesz mieć najlepsze artykuły w jednym miejscu? Polub Newsweeka na Facebooku! Jesteśmy też na Twitterze! Źródło: Newsweek_redakcja_zrodloKamienie na szaniec 2013-03-14 18:36:50; Napisz rozprrawke na jeden z 3 tematów: 1.Aleksander Kamiński napisał o swoich bohaterach że byli ludźmi, którzy potrafili pięknie żyć i pięknie umierać. Czy podzielasz opinię autora? 2.Aleksander Kamiński nazwał swoją książkę "o 2011-02-01 20:53:43
Wprawdzie polscy filmowcy dopiero uczą się tworzenia dobrego kina gatunkowego, ale „Kamienie na szaniec” to drugi, obok „Miasta 44”, zeszłoroczny przykład na to, że uczą się szybko. Robert Gliński, luźno adaptując powieść Aleksandra Kamińskiego, stworzył kawałek solidnego kina wojennego. Nie potraktował tematu ulgowo, tak jak wojna nie potraktowała ulgowo nastoletnich harcerzy z Szarych Szeregów. Reżyser nie szarżuje przy tym trikami, jak to zrobił Komasa. Ale, operując oszczędnymi środkami, z pomocą świetnej obsady i bezbłędnej kamery Pawła Edelmana, osiąga zamierzony cel. Przemoc jest dosadna, intymne uniesienia bohaterów – autentyczne, a całość zdaje się być naznaczona szorstkim pesymizmem. To zdecydowanie więcej, niż można by się spodziewać po filmie adresowanym do szkolnej młodzieży. Wygląda na to, że Łukasz Targosz także nie spodziewał się takiego podejścia do tematu. Kompozytor wspominał w wywiadach, że kiedy zaproponowano mu pracę przy ścieżce dźwiękowej do „Kamieni na szaniec”, od razu zabrzmiała mu w głowie bardzo klasyczna partytura, wypełniona epickimi frazami na orkiestrę symfoniczną, z polotem odgrywającą kolejne heroiczne tematy. Jego wyobrażenie zostało zweryfikowane przy pierwszym seansie, kiedy okazało się, że materiał wymaga zupełnie odmiennego podejścia do pracy. Szczęśliwie trafiło na kompozytora elastycznego i potrafiącego z powodzeniem wykorzystać swój warsztat. Muzyka podąża za reżyserskim tropem oszczędności środków. Dominują w niej ambientowe, elektronicznie brzmienia, wsparte jedynie gdzieniegdzie orkiestrą i solowymi partiami na gitarę elektryczną, fortepian czy akordeon. Daleko stąd do jakiejkolwiek brzmieniowej rewolucji – w pryzmacie obecnych trendów jest to muzyka czysto pragmatyczna, można nawet powiedzieć, że zachowawcza. Mogłoby to być odczytane jako spory zarzut, gdyby nie fakt, że kompozycja Targosza bezbłędnie wpasowuje się w film Glińskiego. W początkowej jego części, dynamiczne brzmienie gitary elektrycznej jest muzycznym odpowiednikiem naiwnej podniety cechującej bohaterów, dla których wojna to na razie tylko rozpylanie gazu w kinie, zrywanie nazistowskich flag i rozrzucanie patriotycznych ulotek po chodnikach – wszystko czynią z zawadiackim uśmiechem na ustach. Dokładnie to znajdujemy w drugim na krążku „’Banditen’ na Starówce”, gdzie rytmiczne, akordeonowe tango łączy się z westernowym, gitarowym brzmieniem w stylu Morricone. Kiedy akordeon powraca na chwilę w późniejszym „Aleja Szucha 25”, brzmi on już jedynie jak niewyraźne wspomnienie tego, co utracone. Podobnie jest z fortepianem i smyczkami, czyli „Miętą i Rumiankiem”. To właśnie w tym lirycznym utworze jedyny raz brzmią one lekko i frywolnie. Później będą już tylko pomrukami pamięci, przywołanymi przez ulotne dźwięki harfy w jednym z końcowych utworów – „Zośka”. Im dalej w historię i, co za tym idzie, w album – tym gęściej i bardziej ponuro. Pulsujące nuty analogów, przeciągłe marudzenie smyczków, sporadyczne uderzenia w klawisze fortepianu – wszystko to (przywodząc mi nieco na myśl zabiegi Thomasa Newmana) znakomicie buduje napięcie w scenach akcji, tworzy atmosferę beznadziei rosnącej wokół bohaterów, ale także przywołuje stojące za nimi motywacje i wspomnienia, dbając o stałość emocjonalnego zaangażowania widza. W filmie największa próba nerwów rozgrywa się przy dźwiękach „Akcji pod Arsenałem”, na płycie natomiast najlepiej prezentuje się to w „U Pana Pakauera”. Największym dramatem są sceny tortur Rudego przy, wspomnianej już, „Alei Szucha 25”. Ponury sentyment przywołuje natomiast tytułowy motyw na fortepian, słyszany także w „Oszukują mnie”, „Spokojnie Tadziu” i „Czas zemsty”. Zaznacza on też swoją obecność w większości utworów, ale w krótszej wariacji ( „Spokojnie jak na wojnie”, „’Auftsehen jungen Mann!’”). Chociaż muzyka spełnia przypisane jej zadania wyśmienicie, to czysto służebna rola wobec obrazu odbija się czkawką przy autonomicznej styczności z albumem. Dominuje tutaj bowiem underscore, który bez kontekstu nie jest w stanie utrzymać zainteresowania słuchacza. Poza zwracającym uwagę zintegrowaniem niemieckich okrzyków z muzyką w „Granatem Rzuć w ’Totalle Krieg’”, czy wybijającym się ciekawą rytmizacją przy pomocy fortepianu i instrumentów perkusyjnych „U Pana Pakauera”, spora część albumu (między utworami 5 a 11) zlewa się w jedno i po prostu nuży. To, co działa na ekranie, poza nim niestety nie ma życia. Być może kompozytor był tego świadomy i dlatego dodał przed każdy z utworów filmowy dialog – żeby przywołać konkretne sceny i tym wprowadzić odbiorcę w adekwatny do danej chwili nastrój? A może ma to po prostu na celu dociągnięcie długości krążka do jakiegoś godziwego minimum godziny lekcyjnej? Odpowiedź nie jest najważniejsza, bo oba pytania eksponują największą bolączkę tej ilustracji – znakomicie sprawdzająca się w filmie, nie potrafi równie intensywnie zaangażować bez jego wsparcia. Innym pytaniem jest – czy musi, skoro przecież powstała do filmu? Można odpowiedzieć kolejnym pytaniem: Jeśli nie musi, to po co ją wydawać ją na płycie? Przerywając łańcuch pytań, dopiszę tylko, że tak, jak nieco bardziej cenię produkcję Glińskiego od Komasy, tak i muzyka Targosza trafia do mnie mocniej, niż ta Komasy-Łazarkiewicza, ze względu na widoczną w niej konsekwencję założeń. I za to właśnie widoczna tu trójka jest z niewidocznym plusem. Żeby nie było, że przegapiłem wielki napis na okładce płyty: „ZAWIERA NOWY UWÓR DAWIDA PODSIADŁO, "4:30"”. Zawiera, to fakt. Piosenka przyzwoita, nie trzeba przewijać ;)
Marvelsacja. Recenzja filmu Kamienie na szaniec (2014) - Przeszłość o przyszłości. Polskie filmy, jeżeli nie są komediami zazwyczaj traktują o wojnie. Wojnie patetycznej, pełnej bohaterów pozbawionychHome Sztuka, Kultura, KsiążkiJęzyk Polski konrad739 zapytał(a) o 12:56 Recenzja filmu "kamienie na szaniec" prosiłbym o napisanie recenzji filmu kamienie na szaniec 0 ocen | na tak 0% 0 0 Odpowiedz Odpowiedzi Ghostrender odpowiedział(a) o 00:05 Tu można obejrzeć cały film: [LINK] 0 1 Uważasz, że ktoś się myli? lubStanęli przed wyborem: pochylić pokornie głowy albo zaryzykować własne życie. Nie mieli doświadczenia ani broni, ale znaleźli w sobie odwagę i siłę, by sprzeciwić się hitlerowskiej machinie. Wierzyli w przyjaźń, wolność, w Polskę. Mieli ideały. Weszli na drogę, z której nie było odwrotu. Byli jak kamienie rzucane na szaniec…
"Kamienie na szaniec". materiały prasoweFilm „Kamienie na szaniec” jeszcze przed oficjalną premierą wzbudził wiele kontrowersji. Czy słusznie? Przeczytaj naszą recenzję najnowszego filmu Roberta Glińskiego. "Kamienie na szaniec", wersja poprawiona. Recenzja filmu Roberta GlińskiegoŚrodowiska prawicowe i związane z harcerstwem zarzuciły „Kamieniom na szaniec”, wyreżyserowanym przez Roberta Glińskiego, szarganie pamięci o bohaterach narodowych ( z powodu scen łóżkowych i braku posłuszeństwa bohaterów wobec dowództwa) i brak dbałości o realia historyczne. Co ciekawe, oskarżenia padły jeszcze przed oficjalną premierą "Kamieni na szaniec", która miała miejsce w miniony wtorek w Teatrze Wielkim. I może dlatego nie są specjalnie adekwatne do finalnego efektu. Bo o ile z tymi ostatnimi zarzutami można się zgodzić – sceny pogoni za więźniarką z Pawiaka na Szucha i chaos akcji pod Arsenałem nie mają przełożenia na historię – to w czasie seansu raczej trudno się zgorszyć. Mamy za to bardzo dobre aktorstwo nieznanych dotychczas szerszej publiczności młodych absolwentów szkół filmowych, świetne zdjęcia Pawła Edelmana, dobre tempo i odpowiednio dawkowane napięcie, które czyni z „Kamieni na szaniec” atrakcyjne dla młodych ludzi współczesne kino "Kamienie na szaniec" schodzą z cokołuPierwsze sceny adaptacji powieści Aleksandra Kamińskiego mogą trochę zbić z tropu. Oto bowiem widzimy grupę młodych chłopaków, którzy w rytm ostrej muzyki przemierzają Warszawę niczym drobne złodziejaszki z filmów o Robin Hoodzie. – Chciałem odbrązowić pomnikowych bohaterów „Zośkę”, „Rudego” i „Alka” – mówi o swoim filmie Gliński. I to mu się na pewno udaje, bohaterowie z krwi i kości postawieni w miejsce nachalnego moralizatorstwa sprawiają, że młodzież szkolna z pewnością nie będzie się na „Kamieniach” nudzić. A dzięki sugestywnie zagranym przez Tomasza Ziętka i bardzo przejmującym scenom przesłuchań „Rudego” w siedzibie gestapo na ulicy Szucha może nawet zrozumieją, co tak naprawdę w wojennej Polsce znaczyły takie słowa, jak: przyjaźń, patriotyzm i lojalność. I odpowiedzialność, która coraz bardziej ciąży w momencie wchodzenia w dorosłość, co doskonale obrazuje spotkanie po śmierci „Rudego” „Zośki” (w tej roli Marcel Sabat) i matki „Rudego” (Danuta Stenka). Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera