Przez owoce Mszy Świętej rozumiemy duchowe i doczesne łaski, błogosławieństwa i dobrodziejstwa, wyjednane u Boga przez Ofiarę Mszy Świętej, jako Ofiary dziękczynnej, błagalnej i pojednawczej. Owoce dzielą się na: 1. Ogólne, spływające na cały Kościół, do jego skarbnicy. 2.Jeremy Driscoll OSB Tytuł tej książki podsunął mi jeden z moich przyjaciół, który posiada przedziwny talent do wymyślania dobrych tytułów dla niemal wszystkiego: książek, artykułów, wierszy, obrazów, jak również filmów, które zawsze obdarza nowymi, lepiej się sprawdzającymi tytułami. Znał inne moje publikacje na temat Eucharystii powstałe na przestrzeni lat; były to artykuły i książki mające wywołać dyskusje akademickie. Teraz zaś mój przyjaciel zachęcał mnie usilnie, żebym napisał coś, co zmierzałoby w całkowicie przeciwnym kierunku. Przekonywał, bym napisał książkę pozbawioną zacięcia naukowego i skierowaną do każdego katolika, który po prostu pragnie lepiej zrozumieć istotę Mszy świętej. Powiedział: „Tracimy pojęcie o tym, czym ona jest. Przestała być dla nas jasna. Potrzeba nam kogoś, kto opowiedziałby nam o niej od nowa”. I wtedy podsunął mi ten tytuł: „Co się wydarza podczas Mszy”. Spodobał mi się. Jest jasny i dobrze określa moje zamierzenie. Pragnę mówić w sposób prosty i bezpośredni. Pragnę ukazać, co oznacza Msza i co stanowi jej centrum. I pragnę też podkreślić słowo „wydarza się” z tytułu, bo o to mi właśnie chodzi. Coś się wydarza podczas Mszy. Bóg działa! Działa, aby nas zbawić. To doniosłe wydarzenie. Tak naprawdę nie ma niczego większego. Bóg skupia całą moc swej zbawczej miłości do świata w sprawowaniu obrzędu i w słowach liturgii eucharystycznej. Pragnę mówić o Mszy w takich kategoriach. Jeśli spróbuję wypowiadać się tak prostym i bezpośrednim językiem, jak tylko możliwe, będę nieuchronnie dotykać czegoś, czego nie da się nazwać — lub czego nie da się łatwo nazwać — a co zwiemy tajemnicą. Zamierzam mówić, nie tracąc poczucia tajemnicy, nie można jej bowiem rozwikłać. Istnieje jednak sposób, by wniknąć w nią nieco głębiej i nauczyć się poruszać w jej przestrzeniach. Właśnie to chcę tutaj zaproponować: głębsze wejście w tajemnicę i poruszanie się z pewną lekkością wśród jej przejawów. To oczywiste, że nie rozumiemy Mszy tak dobrze, jak powinniśmy. Mówię powinniśmy, gdyż jest jeszcze inny problem: jak moglibyśmy. Nie rozumiemy Mszy tak dobrze, jak moglibyśmy. Jednak błędem byłoby sądzić, że Msza powinna być od razu zrozumiała dla wszystkich. Jakże miałoby się to dziać? Jest ona szczytem życia chrześcijańskiego. Zwykle nie zaczyna się od szczytu, lecz dociera nań powoli i z mozołem. Ludzie — zarówno wierzący, jak i niewierzący — nie mogą się spodziewać, że przyjdą prosto z ulicy i od razu odnajdą we Mszy coś znaczącego i zrozumiałego. Tak, czy owak, kto umie określić, co jest „zrozumiałe”? Nie zajdę zbyt daleko w swych wysiłkach, aby zrozumieć Mszę, jeśli będę uważać, że mam prawo nadawać jej znaczenia zgodne wyłącznie z moimi własnymi definicjami. To pozbawiłoby mnie możliwości przyjmowania Mszy jako daru od kogoś innego, od samego Boga. To On ją określa i definiuje. To jego inicjatywa, Jego działanie. Msza jest obrzędem, a to oznacza, że wymaga zainicjowania, powtarzania i poczucia, że się go odprawia. To się stopniowo pogłębia. Potrzeba nam odpowiedniego nastawienia do obrzędu, którego musimy się nauczyć. Wydaje się, że proces ten można najtrafniej opisać jako swoistą „grę na poważnie”. Przystaję z chęcią na zastany obrzęd — wszystkie ustalone ruchy, gesty i słowa, które powtarza się w określony sposób — ponieważ ufam, że kiedy „w to gram”, nagle wedrze się coś wielkiego i nieoczekiwanego. Obrzęd to forma, forma zaś przekazuje treść — nie intelektualną, którą da się pojąć umysłem, lecz treść prawdziwą, nie mniejszą niż sam akt naszego zbawienia. Jeśli odmawiam uczestnictwa w „grze”, to jest kiedy odrzucam obrzęd, jego zasady i formy, zostaje mi tylko to, z czym przyszedłem. To tylko ja; to tylko my; zdarzyć się może jedynie suma poszczególnych części. Ale obrzęd zabiera nas dalej, poza granice nas samych. Pozwala działać Bogu i podsuwa nam sposób, w jaki mamy się zachowywać w odpowiedzi. Nie musimy wymyślać odpowiedzi, tworzyć jej na poczekaniu. Jakże byłoby to żałosne! Obrzęd daje nam w zamian odpowiedź, która jest adekwatna do tajemnicy również przekazanej nam przez obrzęd, a mianowicie tajemnicy zbawczego działania Boga. W tej książce zanalizuję zatem uważnie formy obrzędu i na nich się skoncentruję. Przyjmijmy taką metodę. Przyjrzę się temu, co mówimy i robimy w danym momencie Mszy i postaram się przynajmniej powiedzieć coś o wszystkim, co się wydarza, kiedy to mówimy i robimy. Aby zagłębić się w znaczenie Mszy, musimy też, paradoksalnie, zawsze pozostać na powierzchni, nigdy nie porzucając jej zewnętrznych form. Te formy bowiem — chleb, wino, gesty kapłana oraz wiernych — stają się na wskroś przepojone znaczeniem, życiem Bożym. Więcej szczegółów We Mszy świętej chodzi o miłość. Nie o jakieś pojęcie miłości, lecz o najwznioślejsze spotkanie z miłością. Spotkanie to całkowicie definiuje chrześcijanina. Istnieję zatem w świecie nie tak, jak ujmował to Kartezjusz: myślę, więc jestem. Ani nie zgodnie z jakąś wariacją na temat, przykładowo: „kocham, więc jestem”. To raczej dzięki temu, co wydarza się na Mszy, wiem, czym jest to, co sprawia, że jestem: jestem kochany, więc jestem. Za to składam dzięki wraz z wszystkimi innymi, którzy wiedzą, że ich istnienie określa ta sama zasada. Jeśli mówimy, że we Mszy chodzi o miłość, równa się to stwierdzeniu, że Msza jest spotkaniem. Jest to spotkanie z Bogiem. Lecz nie jakimś mgliście wyobrażanym Bogiem. To spotkanie z Bogiem poprzez Jezusa. Spotykamy Jezusa, a poprzez Niego spotykamy Tego, którego On nazywa Bogiem i Ojcem. Nie spotykamy też jakiegoś mgliście wyobrażonego Jezusa. Nasze spotkanie z Nim to spotkanie z Tym, którego również musimy nazywać Panem i Bogiem. Nie są to jakieś arbitralne określenia Jezusa, luźne idee rzucone w czasie celebracji. Ten sam Jezus, którego ukrzyżowano pod Poncjuszem Piłatem i którego śmierć wspominamy w czasie Mszy, wychodzi nam na spotkanie jako powstały z martwych i znany jako Pan i Bóg. To ściśle określone spotkanie z Bogiem daje mi wolność. Określa mnie samego. Ofiarowuje mi nowe ja, przez które zostaję na nowo zdefiniowany poprzez nową relację. Stanowi całkowite przeciwieństwo grzechu pierworodnego, ten ostatni bowiem równoznaczny jest z pragnieniem, by być sobą wyłącznie poprzez siebie samego, a nie dzięki relacji z Bogiem. Każdy prawdziwy związek musimy poznać przez doświadczenie. Msza to takie w pełni przeżywane i odświętne doświadczenie, które kładzie fundamenty pod nasz związek z Bogiem poprzez Jezusa. Doświadczenie to umożliwia wszelkie inne związki. Oznacza to, że pozwala nam pokochać innych, skoro pokochał nas Bóg / Jeremy Driscoll OSB /
co się dzieje podczas Mszy Świętej. Tymczasem cieszcie się widoka-mi, zapachem i dźwiękiem dzwonków. • Jeśli masz małe dzieci, nie wahaj się wziąć je ze sobą. Nie będziesz jedynym rodzicem, który przyszedł z kopiącym i krzyczącym malu - chem. Miejmy nadzieję, że ktoś przywita Cię z uśmiechem, ale nie traćKiedy umilknie śpiew i wszyscy są zebrani na swoich miejscach, pierwszą rzeczą, jaką czyni kapłan, jest znak krzyża, który kreśli na sobie, wymawiając słowa: „W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego”. Wszyscy ludzie żegnają się w podobny sposób, odpowiadając: „Amen”. Nie sposób wyobrazić sobie donioślejszego i istotniejszego rozpoczęcia. Zastanówmy się najpierw nad samym znakiem, potem nad słowami, a następnie nad znakiem i słowami użytymi w tym kontekście, aby otworzyć cały obrzęd. Znak krzyża wyraża jednym podsumowującym gestem centralne wydarzenie wiary chrześcijańskiej. Kreślimy go na naszych ciałach, pokazując tym samym, że zadziała na nie moc tego wydarzenia. Ciało, które zostało ukrzyżowane, dotyka mojego ciała i kształtuje je teraz, przygotowując na to, co ma się wydarzyć. Kiedy czynimy ten znak na swych ciałach, jesteśmy do tego stopnia przyzwyczajeni do wypowiadania słów „w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”, że być może nie dostrzegamy już, że została pokonana ogromna odległość, dzieląca faktyczną historyczną śmierć Jezusa na krzyżu od pełnego powagi wymówienia imienia Boga jako Ojca, Syna i Ducha Świętego. Naprawdę jednak w śmierci Jezusa na krzyżu odsłania się tajemnica Trójcy Świętej. Śledząc poszczególne części Mszy, przekonamy się w bardziej szczegółowy sposób, jak się to dzieje. Na razie wystarczy zauważyć, że na samym początku Mszy wykonujemy gest i wymawiamy słowa, które podsumowują wszystko to, co ma się wydarzyć. Nasze ciała zostaną włączone w Ciało, które wisiało na krzyżu, i ten udział w śmierci Chrystusa stanowi objawienie tajemnicy trynitarnej. Wyrażenie „w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” pochodzi od samego zmartwychwstałego Pana, który nakazał swym jedenastu uczniom, aby pozyskiwali uczniów we wszystkich narodach, chrzcząc ich w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Dodaje obietnicę: A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata (Mt 28,19—20). Naturalnie, wyrażenie to jest cenne dla społeczności chrześcijan. Stanowi słowną formułę, przez którą dokonuje się chrzest danej osoby. Zawsze można w nim usłyszeć echo obietnicy Pana, że zostanie z nami przez wszystkie dni. Z biegiem kolejnych stuleci chrześcijanie nieprzerwanie rozważali wzbudzającą bojaźń i drżenie tajemnicę, ukrytą w tej zwodniczo prostej frazie, niektórym teologom zaś nie pozostało nic innego, jak nie móc się nadziwić i jednocześnie radować z paradoksu słowa „imię” w liczbie pojedynczej oraz trzech imion: Ojca, Syna i Ducha Świętego. Jeden Bóg ma tylko jedno imię, lecz imię to brzmi Ojciec, Syn i Duch Święty. Oto pełne imię Boga. Inne imiona albo są jego stenograficznym skrótem, albo zawierają je w domyśle. W języku angielskim mówi się „in the name” — „w imieniu, w imię”, lecz być może trafniej byłoby ująć to jako „into the name”, czyli dosłownie „do środka, wnętrza imienia”. Ochrzcić — po angielsku baptize — znaczy dosłownie zagłębić czy zanurzyć. Chrześcijanin zostaje więc we chrzcie zanurzony w imieniu Boga. Jest to sakrament, tajemnica, coś konkretnego. Za jego sprawą zostajemy zanurzeni w samym życiu Boga, a życiem tym jest Ojciec, Syn i Duch Święty — Ojciec, który zradza Syna, Syn, który całkowicie poddaje się Ojcu, Duch, który pochodzi od ich miłości. Każdy chrześcijanin jest zanurzony podczas chrztu w tę wymianę. Nie ma w tym nic abstrakcyjnego. Chrzest bowiem oznacza też sakramentalne zanurzenie w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Zejście pod powierzchnię wody to tajemnica umierania i bycia pogrzebanym wraz z Nim. Wynurzanie się z wody to tajemnica powstawania z Nim z martwych. Tak więc, zupełnie jak w samym geście, mamy tu ponownie krzyż i trynitarne imię Boga. Reszta życia chrześcijanina polega na przeżywaniu konsekwencji zanurzenia podczas chrztu i coraz głębszego wnikania w tę Boską tajemnicę. Za każdym razem, kiedy kreślimy na sobie znak krzyża i wmawiamy jednocześnie święte imię Boga — Ojca, Syna i Ducha Świętego — przypominamy sobie o własnym chrzcie i znowu go wybieramy w naszym życiu. Umieszczenie tego znaku oraz świętego imienia Boga na samym początku Mszy stanowi tak naprawdę jedyne jej możliwe rozpoczęcie. Chrzest to jedyna brama, przez którą można wniknąć w to, co się wydarza, a oznacza on nasz udział w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, nasz udział w Boskim imieniu Ojca, Syna i Ducha Świętego. Czekające nas doznanie jest pogłębieniem tego, co zostało w nas rozpoczęte na chrzcie, jego potwierdzeniem i kulminacją. Jakie więc można odczuć rozczarowanie, kiedy ksiądz, wbrew rubrykom, które zalecają w tym momencie takie, a nie inne słowa, rozpoczyna jakimś odmiennym tekstem. W porównaniu z rozważanymi słowami wszystko inne okazuje się banalne. Tu nie odbywa się jakiekolwiek zebranie ludzi. To nic innego jak chrzest, który osiąga najwyższy wymiar i natężenie. Biskup wypowiada słowa, które dał nam zmartwychwstały Pan. Wszyscy odpowiadają: „Amen”. Warto zatrzymać się na chwilę nad wagą tego słowa, będzie ono bowiem wymawiane przez ludzi przez całą Mszę i nie powinno być traktowane jak rzucana bez większego zastanowienia formułka. To wielkie słowo, a jego wypowiadanie jest łaską i przywilejem, których nie należy przyjmować z góry jako coś oczywistego. Hebrajskie słowo „amen” znaczy, że to, co zostało powiedziane, jest pewne i ustalone ponad wątpliwość. Znaczy jednak również, że ten, który je wymawia, uczestniczy osobiście w tym, czemu zaświadcza. Za to, czemu mówię „Amen”, składam moje życie i nim ręczę. Zgadzam się na to. Potwierdzam to. Mówiąc „Amen” na początku Mszy imieniu Ojca, Syna i Ducha Świętego, i znakowi krzyża, mówimy: tak, wiem, że to jedyna droga do Eucharystii; tak, ponownie przyjmuję chrzest; tak, wierzę w święte imię Boga, Ojca, Syna i Ducha Świętego. Coś podobnego wydarza się za każdym razem, kiedy wymawiamy to samo „Amen” podczas przebiegu całej Mszy. Znaczy to, że zgadzam się i cieszę z tej chwalebnej prawdy. Pozdrowienie apostolskie Następnie kapłan pozdrawia lud na jeden w możliwych sposobów: „Pan z wami” lub za pomocą bardziej rozbudowanej frazy: „Łaska i pokój od Boga, naszego Ojca, i od Pana Jezusa Chrystusa niech będą z wami”. Wszyscy odpowiadają na pozdrowienie, mówiąc: „I z duchem twoim”. Pozdrowienie przez kapłana określa się mianem apostolskiego. Sens takiej wymiany zdań nie polega na tym, że po prostu zbiera się jakaś większa grupa, przed którą staje ktoś, kto przemawia do wszystkich, zaczynając, w zależności od sytuacji, od „dzień dobry” czy „dobry wieczór”. Wymiana ta charakteryzuje wyłącznie społeczność chrześcijan oraz ten szczególny moment w ich życiu, w którym świętują oni źródło i szczyt tego życia. Jest to wymiana, która od razu zaznacza role, jakie zostaną odegrane podczas czynności obrzędowych. Kapłan pozdrawia ludzi nie jako jakaś indywidualna, przyjaźnie nastawiona osoba, którą mogą dobrze znać — albo i nie znać. Pozdrawia ich, odgrywając sakramentalną rolę przedstawiciela Chrystusa jako Głowy Ciała, Chrystusa, który wiedzie swój lud do modlitwy. I przemawia do wiernych nie tylko w sposób, w jaki przemawiałby do zebranych ktoś, kogo znaliby lepiej lub gorzej. Uznaje w nich zgromadzenie, które zwołał Bóg. Dostrzega w nich zgromadzenie ochrzczonych, którzy mają właśnie złożyć wielką ofiarę i oddać cześć Bogu. Przemawiając, rozkłada szeroko ramiona w stylizowanym geście przepełnionej łaską otwartości. W tym niezwykłym geście mamy ujrzeć samego Pana, mamy usłyszeć Go w niezwykłym języku, jakim posługuje się odziany w niezwykłe szaty człowiek. Nazywa się to pozdrowieniem apostolskim, gdyż jego słowa pochodzą z pozdrowień, jakie zamieszczał w swych listach Apostoł Paweł. Zaznaczyłem już wielokrotnie, że biskup i kapłan reprezentują Chrystusa jako Głowę Jego społeczności. Faktycznie dzieje się tak dlatego, że reprezentują Apostołów, którym Chrystus przekazał swą misję i zwierzchność, zanim zniknął im z oczu. Apostołowie z kolei przekazali tę misję swym następcom, biskupom, ci zaś dzielą swój urząd przewodnictwa apostolskiego z kapłanami. Pozdrowienie apostolskie w liturgii ma wyrażać to wszystko, żadne inne zatem pozdrowienie nie zdołałoby tego oddać. Pozdrowienie to przypomina nam, że wiara, w której trwamy, przychodzi do nas od Apostołów. Czujemy od razu wspólnotę z nimi i ze świętymi, którzy dochowując wierności i pobożności przez całe pokolenia, przynieśli naszym czasom wiarę apostolską. Wypowiadając jedną z obowiązujących formuł, ksiądz kieruje faktycznie do ludu pozdrowienie od samego Boga, które dociera do nas przez Jezusa Chrystusa. W ten sposób zgromadzenie zostaje natychmiast wyniesione do poziomu, który, jak napisałem, przewyższa sumę poszczególnych części. Skoro pozdrowienie wiernych przez kapłana jest tak podniosłe, również ich odpowiedź musi wzbić się na właściwy poziom. Mówią oni — tłumacząc dosłownie z łaciny — „I z duchem twoim”. Odpowiedzi tej, niecodziennej i dziwnej, od najwcześniejszych wieków wymagającej objaśnienia, nie należy rozumieć jako czegoś w rodzaju „nawzajem”. Znaczy ona o wiele więcej. Ludzie zwracają się do „ducha” kapłana, to jest do najgłębszej cząstki jego jestestwa, w której został on wyświęcony na ich przewodnika w tym świętym obrzędzie. W efekcie mówią: „Bądź teraz naszym kapłanem”, świadomi, że jest tylko jeden Kapłan, sam Chrystus, i że ten, który go reprezentuje, musi idealnie zespolić się z nimi, by móc właściwie czynić swe święte powinności. Liturgię możemy rozpocząć wyłącznie tonami wzniosłej uprzejmości tej wymiany, wyraża ona bowiem i ustanawia wyjątkową harmonię między nami, naszym biskupem (w osobie kapłana—biskupa) jako następcą Apostołów, a Kościołem na całym świecie, który zachowuje wiarę, przekazaną nam przez Apostołów. Fragment książki „Co się wydarza podczas Mszy” Jeremy Driscoll OSB (ur. 1951) jest benedyktynem, cenionym liturgistą, znawcą patrystyki, tłumaczem dzieł Ojców Kościoła i autorem wielu publikacji teologicznych. Jest także poetą oraz miłośnikiem i znawcą poezji Miłosza. Wykłada teologię w opactwie Mount Angel w stanie Oregon oraz w Kolegium Św. Anzelma w Rzymie. opr. mg/mg
OBRAZ MĘKI CHRYSTUSOWEJ WE MSZY ŚW. kanon rzymski Z Pierwszego Listu do Koryntian: „Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie. Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej”. Kapłan i Chrystus 1. Idzie do ołtarza – Idzie na Górę Oliwną. 2. Rozpoczyna Mszę św. – Rozpoczyna się modlić. 3. Przystępuje do ołtarza i całuje – Zdradzony pocałunkiem Judasza. 4. Idzie na miejsce przewodniczenia – Pojmany i zaprowadzony do Annasza. 5. Antyfona na wejście – Przed Annaszem fałszywie oskarżony. 6. Panie, zmiłuj się nad nami – Prowadzony do Kajfasza. Piotr zapiera się Go trzykrotnie. 7. Pierwsze czytanie – Prowadzony do Piłata. 8. Modlitwa przed Ewangelią – Prowadzony do Heroda i wyszydzony. 9. Mówi: Pan z wami – Spojrzał na Piotra – nawraca go. 10. Czyta Ewangelię – Na powrót przyprowadzony do Piłata i przed nim oskarżony. 11. Odkrywa kielich – Haniebnie obnażony. 12. Ofiaruje chleb i wino – Okrutnie biczowany. 13. Przykrywa kielich – Cierniem ukoronowany. 14. Umywa ręce – Niewinnym uznany przez Piłata. 15. Mówi: Módlmy się, aby moją i waszą ofiarę przyjął Bóg Ojciec Wszechmogący – Piłat ukazuje Jezusa i mówi: Oto człowiek. 16. Wezwanie przed prefacją – Opluty i wyszydzony. 17. Prefacja i Święty……. – Uznany gorszym od mordercy Barabasza i skazany na śmierć. 18. Wspomnienie żyjących – Niesie krzyż na górę Kalwarię. 19. Wspomnienie świętych i tajemnicy dnia – Spotyka Matkę Bolesną i pobożne kobiety. 20. Błogosławi Ofiarę chleba i wina – Przybity do krzyża. 21. Podnosi Hostię – Wywyższony na Krzyżu. 22. Podnosi Kielich – Przelewa Świętą Krew z 5 Ran. 23. Aklamacja – Widzi pod krzyżem swą Bolesną Matkę. 24. Wspomnienie zmarłych – Modli się na krzyżu za ludzi. 25. Odmawia Ojcze nasz – Wypowiada na krzyżu 7 Słów. 26. Łamie Hostię – Oddaje Bogu Ducha: umiera. 27. Wpuszcza cząstkę Hostii do kielicha – Zstępuje do Otchłani. 28. Mówi: Baranku Boży… – Wielu uznaje w Nim Syna Bożego. 29. Przyjmuje Komunię św. – Złożony do grobu. 30. Czyści kielich – Namaszczony przez pobożne kobiety. 31. Przykrywa kielich – Powstaje z martwych. 32. Antyfona na Komunię – Ukazuje się Matce swej i uczniom. 33. Odmawia modlitwę po Komunii – Objawia się uczniom swym i naucza ich jeszcze przez 40 dni. 34. Mówi ostatni raz: Pan z wami – Żegna się z uczniami i wstępuje do Nieba. 35. Udziela ludowi błogosławieństwa – Zsyła Ducha Świętego. 36. Mówi: Idźcie, Ofiara spełniona – Rozsyła Apostołów na cały świat, by głosili Ewangelię.
W większości przypadków sakrament bierzmowania jest udzielany podczas mszy świętej w kościele. Czas trwania liturgii z udzieleniem sakramentu wynosi około 1,5-2 godzin. Przebieg sakramentu bierzmowania rozpoczyna się tuż po odczytaniu Ewangelii, kiedy to proboszcz bądź kapłan przedstawia biskupowi kandydatów do bierzmowania Często słyszę, jak rodzice upominają dziecko podczas mszy świętej: nie gadaj, nie wierć się, nie wspinaj się, nie marudź… i tak dalej. Uważaj na te sformułowania! Słuchałeś kiedyś godzinnego wykładu Wietnamczyka bez tłumaczenia? Ja też nie, ale jestem w stanie sobie wyobrazić mój poziom euforii (szczególnie jeśli nie podano kawy i ciasteczek). Kompletnie nie dziwi mnie zatem, że maluch w kościele nudzi się jak mops. Mam duże zrozumienie dla faktu, że inteligentny dwulatek próbuje zwyczajnie prysnąć. Co w takim razie zrobić? Zacznij od wyboru miejsca Idąc z przedszkolakiem lub mniejszym dzieckiem do kościoła zawsze siadaj w takim miejscu, by dziecko dobrze widziało kapłana i wszystko, co dzieje się przy ołtarzu. Nie przychodź zbyt wcześnie z maluchem na mszę św. Spokojnie, jesteś w tej szczęśliwej sytuacji, że pierwsze ławki w kościele zwykle zajmowane są na końcu. Przynajmniej w mojej parafii. Skorzystaj z tego. Wiem, że są ciasne kościoły i sprawa może być trudniejsza. Postaraj się wtedy znaleźć taki punkt świątyni, by nikt dziecku nie zasłaniał. Masz obawy, że to za blisko, bo może będzie trzeba się z maluchem ewakuować? Spokojnie. Jak się rozwrzeszczy, to naprawdę nie jest istotne, z której ławki wychodzicie. I tak wszyscy na Was patrzą... (dobra, żartowałam). Serio natomiast traktuję dobór miejsca w świątyni. Jestem wielkim przeciwnikiem trzymania przez godzinę dzieci w takim miejscu, w którym widzą wyłącznie plecy drugiej osoby, a właściwie to co poniżej pleców, bo dokładnie tam sięga wzrok dziecka. No wybaczcie, ale czy tak nie jest? Skoro maluszek niewiele rozumie, niech przynajmniej dobrze widzi. Co robić, gdy dzieci nie chcą iść do kościoła w niedzielę? >> Stanie blisko ołtarza pozwala zainteresować go tym, co się dzieje. Co prawda nie na długo, ale myślę, że dźwięk dzwonka i wejście celebransa robi wrażenie na dziecku. Często słyszę, jak rodzice upominają dziecko podczas mszy świętej: nie gadaj, nie wierć się, nie wspinaj się, nie marudź… i tak dalej. Uważaj na te sformułowania! Staraj się ich używać jak najmniej, a najlepiej wcale. Niech msza święta nie kojarzy się dziecku z wieczny strofowaniem. A co do gadania - jest bardzo potrzebne, o ile dotyczy mszy świętej. O czym do dziecka mówić? Pamiętam sytuację z dzieciństwa. Była adoracja. Bardzo długa, tuż po mszy świętej. Raz się wstawało, raz siadało. Ja w ławce jakieś harce wyczyniałam. Pojęcia nie mam, ile mogłam mieć lat, ale oparcia krzeseł były ponad moją głową. To zapamiętałam. W pewnym momencie wszyscy uklękli. Postanowiłam wykorzystać sytuację i stanąć na klęczniku, by w końcu coś zobaczyć. Tata wyszeptał mi: Uklęknij. Oczywiście, ani mi się śniło. Stanęłam wręcz na palcach. Wtedy Tata dodał: Uklęknij, bo teraz jest najważniejszy moment. Nic więcej nie powiedział. Uznałam to jednak za wyczerpujące wyjaśnienie. Padłam natychmiast na kolana. A wrażenie tej chwili jest we mnie żywe do dziś, choć mam już 43 lata. W końcu zrozumiałam, że to całe godzinne trwanie w kościele ma jakiś sens. Tam się coś dzieje! Są części ważniejsze i takie, gdy można siedzieć. Dziecko w kościele? Zrób z nim te małe kroki >> Od tamtej pory postanowiłam przyjrzeć się bliżej temu, o co w ogóle chodzi. To było moje pierwsze autentyczne spotkanie z Najświętszym Sakramentem. Namawiam Cię do wyjaśniania dziecku przebiegu mszy świętej (oczywiście w sposób dostosowany do wieku i dyskretny). Mów mu takie krótkie komentarze liturgiczne. Podglądałam innych rodziców - niektórzy robią to instynktownie, jak ja. Jak mówić podczas mszy świętej? Oczywiście cichutko! I krótko. Szepcząc do ucha maluchowi. Tak, by nikt inny nie słyszał. Małe dzieci zawsze podnosiłam lub brałam na kolana, by móc dyskretnie zainteresować je tym, co się dzieje. W dwóch słowach, korzystając ze sformułowań, ewentualnie wymyślając coś ad hoc. Do rocznego szkraba na dźwięk dzwonków na wejście mówiłam coś w stylu: “O… zobacz". Starszy po usłyszeniu dzwonika mówi już: "Uwaga. Ksiądz wchodzi". A dwu-trzylatkowi już nic nie trzeba mówić, bo wie, co oznacza dzwonek i sporo już rozumie. Starszemu dziecku, tak jak na przykład mojej 4,5-latce, wcześniej tłumaczę, co będzie się działo. Czasem opowiadam jej Ewangelię przed wyjściem do kościoła. Opowiadam też o czekających na nią nowościach (np. że w Wielki Piątek ksiądz będzie leżał krzyżem). Potem już w kościele tylko jej delikatnie przypominam o tych momentach, szepcząc: :"O widzisz? Teraz". Mam nadzieję, że będę dobrze zrozumiana. Nie chodzi o to, by przegadać całą mszę, lecz krótkimi komunikatami zaciekawić dziecko tym, co się dzieje. Kilka kolejnych przykładów? Liturgia Słowa. Powiedz tylko: "teraz słuchamy". Młodszemu maluszkowi możesz dać wtedy akcesoria pomocnicze, ale tylko, gdy jest potrzeba. Ewentualnie wykorzystajcie ten czas, by przytulić dziecko na kolanach. Czterolatce mówię, że ksiądz czyta teraz to, o czym jej wcześniej opowiadałam. Uwierzcie mi, że czasem słucha! Szepczę też do jej do ucha słowa psalmu, by mogła śpiewać refren ze wszystkimi. Chce stać na kazaniu? Niech stoi. Przodem, tyłem, bokiem, byle dziecko nie odchodziło. Gdy już kompletnie nie może wytrzymać, przypomnij dyskretnie, że już niedługo będzie mógł księdzu wrzucić pieniążka. Przekazać znak pokoju, który jest dość ekscytującym dla malucha momentem. Ewentualnie, że wkrótce będzie mógł towarzyszyć Ci, gdy pójdziesz do Komunii Świętej. Stosuję też nagrody Każdemu z rodziców, zdarza się obiecywać lody, jeśli dziecko będzie grzeczne w restauracji. Oczywiście, msza święta sama w sobie jest największą nagrodą, o czym je uczę, ale ciężko to czasem pojąć dorosłym, a co dopiero przedszkolakowi. Kościelnych "nagród", które można zaproponować po mszy świętej jest wiele, np. pójście do Maryi (u nas boczna kaplica), zapalenie świecy, wrzucenie pieniążka do skarbony, zakup Małego Gościa Niedzielnego, czy innej gazetki. Oczywiście dopiero po wyjściu celebransa. Pamiętam jak w Wielką Sobotę, moja Czterolatka pobiegła do Grobu Pańskiego "sprawdzić", czy Pan Jezus zmartwychwstał. Wróciła w podskokach uradowana, gdyż figury Jezusa w grobie nie było. To była jej "nagroda" za 2,5 godzinną liturgię. Czekała na ten moment, gdy będzie mogła w końcu pójść przekonać się na własne oczy. Szeptano w ławkach: ale Ci dobrze, że masz grzeczne dziecko. Kochani! Dość solidnie pracowałam na tę chwilę. Ponad trzy lata. Małymi kroczkami. Tobie też się uda mieć grzeczne dziecko! Obiecuję Ci, że zaczynając dzisiaj mówić dziecku o tym, co się dzieje podczas mszy, z miesiąca na miesiąc, będziesz mówić do niego coraz mniej. Za to dziecko, będzie mówiło do Ciebie coraz więcej. Pozwól mu na to, o ile robi to dyskretnie, a jego pytania dotyczą mszy świętej i tego, co właśnie się dzieje. A jeśli pytanie dziecka jest zbyt trudne, żeby mu odpowiedzieć w dwóch słowach? Poproś, żeby zapamiętało pytanie i zadało Ci je po mszy świętej. Ty też zapamiętaj i najlepiej od razu zacznij układać odpowiedź. Moje najtrudniejsze pytanie zadane przez trzylatka to: "mamo, a co to znaczy, że kamień odrzucony przez budujących stał się kamieniem węgielnym?" Dziś ten trzylatek ma lat prawie siedemnaście, a ja wciąż nie wiem, jak odpowiedzieć na to pytanie maluchowi. Dyskusja w komentarzach na portalu pokazała, że nie tylko moje dzieci zadają w kościele pytania. Ciekawa jestem, które z tych pytań było dla Was najtrudniejsze. Dłuuuugo jeszcze? Najczęstsze pytanie pewnie znacie: "Długo jeszcze?". Odpowiedz! Tylko mądrze. Nie mów, że: "jeszcze chwilkę", jak jest środek kazania. Zwyczajnie skłamiesz. Pięć pułapek myślenia o zabieraniu dzieci do kościoła >> Na pytanie: "Długo jeszcze?" zawsze odpowiadałam zdarzeniami: jeszcze tylko ksiądz zamieni chleb w Ciało Chrystusa, wrzucisz pieniążka, podasz “znak pokoju", pójdziemy do komunii i już będzie błogosławieństwo na koniec. Myślę, że infantylna formuła nie tylko pokazuje, że będzie się jeszcze podczas mszy dużo ciekawych rzeczy działo, ale też uczy malucha kolejności zdarzeń. Pytanie "długo jeszcze" pada coraz rzadziej, gdy dziecko samo orientuje się, na którym etapie mszy świętej jesteśmy i kiedy na końcu padnie oczekiwane: "Pan z Wami". Och, ile razy i ja z utęsknieniem na te słowa czekałam! Najgorsze informacje na koniec Wypełnienie punkt po punkcie tych lekcji nie daje gwarancji na to, że przetrwacie mszę świętą bez problemów już za pierwszym, piątym, czy nawet pięćdziesiątym razem. Tylko nieliczni rodzice mają ten luksus, że ich dziecko jest spokojne z natury. Pamiętaj, że to są tylko moje pomysły na wychowanie dziecka do świętości. Nie musisz ich kopiować. Możesz mieć swoje. A nawet lepiej, byś je miał, bo przecież to Ty wiesz, co dla Twojego dziecka jest najlepsze. *** Ten artykuł jest częścią cyklu "Małe kroczki" przygotowanym przez Lidię Góralewicz, autorkę bloga "Retro Matka", matkę czwórki dzieci. O co w tym cyklu chodzi? Jak pisze autorka: "zawsze chciałam włożyć gołąbka pokoju, między rodziców umęczonych liturgią z maluchem, a księżmi, którzy zastanawiają się, jak reagować na biegające po kościele brzdące". Kolejny artykuł w następną niedzielę na Dowiesz się w nim, jak autorka radziła sobie w ekstremalnych sytuacjach.Temat: Spotykamy się ze zmartwychwstałym Jezusem podczas Mszy Świętej Temat Cel ogólny: Pogłębienie poznania prawdy o obecności zmartwychwstałego Pana Jezusa we Mszy Świętej. Cele szczególowe, uczeń: Dowie się, że z Jezusem spotyka się na Mszy Świętej. Pozna strój liturgiczny Zrób
przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem. Ewangelia * J 14,23-26 Duch Święty wszystkiego was nauczy. Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy w nim przebywać. Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów moich.
Kolekta mszalna. Już na samym początku opisywania tej części Mszy św. należy zaznaczyć, że w liturgii istnieje parę modlitw, które należą wyłącznie do kapłana. Noszę one nazwę modlitw prezydencjalnych. Najważniejszą z nich jest oczywiście modlitwa eucharystyczna, lecz w tej grupie znajdują się również inne modlitwy .